Zjawisko Siłaczki zna każdy i gdyby zapytać o ocenę tej postawy, to większość powie, że jest godna naśladownictwa, to wzór idealnego pracownika, nauczyciela, wychowawcy. Bo cóż może być piękniejszego niż niesienie kaganka oświaty, aż po grób? Jakie świadectwo może dać nauczyciel jeśli nie całkowite poświecenie siebie dla dzieci, oddanie im swojego czasu, pieniędzy. A ja uważam, że to nie współczesne Siłaczki – to szkodnicy! Turkucie podjadki polskiej oświaty.

Jak przyjrzymy się ministrom oświaty ostatnich lat, o których za każdym razem mówiliśmy, że gorszy być nie może, a potem okazywało się, że jak najbardziej bez trudno takowego znaleziono, to dostrzeżemy, że to ten sam typ szkodnika, tylko wyspecjalizowany w innej dziedzinie. Jednak, ci na dole nie mogą funkcjonować bez ministra, który popiera ich chore patrzenie na oświatę, który zaciera rączki patrząc jak tysiące nauczycieli i nauczycielek jest dumnych z tego, że pracują za darmo, mało tego prześcigają się w pomysłach, kto więcej!

Rząd proponuje nam podwyżkę o kilka groszy za godzinę. I co? Turkucie podjadki widzą tylko mityczne czterysta złotych i nic więcej. Nie dociera do nich, że to brutto, że wiąże się z naruszeniem bardzo ważnego zapisu w KN, a gdy raz ruszy się kamień, to potem można dokładać godziny do pensum i dokładać, że dla wielu nauczycieli to brak etatu, kolejna szkoła do objazdu, zwolnienie… Ale czy taki szkodnik myśli? Szkodnik myśli, że myśli. Jest przekonany o swoim życiowym sprycie – wszak organizując wycieczkę, w której tyra za free na 3 pełne etaty na dobę, wbrew przepisom, a przede wszystkim logice i z dumą oświadcza, że już nie może się doczekać czytania przy ognisku „Dzieci z Bullerbyn”. Jest przekonany, że ma dozgonną wdzięczność, szacunek i nie wiem, co jeszcze rodziców i dyrekcji. Taki nauczyciel to w moim odczuciu szkodnik, gdyż pracownik biurowy nie drukuje w domu pism urzędowych, chirurg nie zamawia na allegro skalpeli do państwowego szpitala, ekspedientka nie przychodzi ze swoją kasą fiskalną…

Nauczycielski turkuć podjadek jest przekonany, że uczniowie na wiek wieków będą pamiętać, a rodzice docenią jego inicjatywę. I tu się myli… Nie sądzę, żeby ktoś z rodziców pracujących poza oświatą w ogóle pomyślał, że można kupować gadżety, nagrody, papier do ksero, materiały do dekoracji klas, na lekcję za swoje pieniądze. Kto normalny tak robi?! Nikt peanów piać z tego powodu nie będzie. Ludzie taką mają naturę, że naiwniaków wykorzystują, ale nie szanują, mało tego, są przekonani, że to im się należy. A jeśli nauczyciel sponsoruje oświatę, to zapewne go stać…. Jakby zarabiał tyle, ile twierdzi, to by nie kupował… Proste?

Koleżanko! Kolego! Dlaczego psujesz nasze wspólnie miejsce pracy? Chcesz poczuć się lepszym? Pragniesz docenienia? Masz potrzebę poświecenia? Tak bardzo utożsamiasz się ze swoim miejscem pracy, że nie dostrzegasz, kiedy została przekroczona granica godności zawodu, profesjonalizmu i wszystko co robisz jest po prostu delikatnie mówiąc niedorzeczne, a na pewno szkodliwe? Wiem, boisz się, że stracisz pracę. Tak to jest argument. Ale ile jesteś w stanie zrobić dodatkowych rzeczy, by zasłużyć na najniższa krajową, albo niewiele więcej? Ile? Czy dla podwyżki, powiedzmy 100 złotych zobowiążesz się do sprzątania po sobie i uczniach klasy? A za kolejne 300 do pensji w ogóle zadbasz o korytarz, toaletę i szatnię? Takie dyżury sprzątania szkoły, myślę, że nie częściej niż raz w tygodniu. Chętnych byłoby wielu. Bardzo wielu. Skoro za darmo nauczyciel zrobi prawie wszystko, to dla pieniędzy odmówi? Smutne. Coraz smutniejsze…

Beata Wermińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *