O roli dowodu naukowego w szkole chcę pisać, zacznę więc od przywołania pewnego projektu badawczego. Badanie dotyczy pandemii COVID-19, ale to tylko punkt zapalny. Temat (nie)obecności w szkole wyników badań naukowych aktualny jest nie tylko teraz, choć teraz jakoś szczególnie się unaocznia. 

Projekt profesora Grzegorza Króliczaka z UAM w Poznaniu z zespołem dotyczył możliwości kształtowania postaw prozdrowotnych społeczeństwa w trakcie pandemii COVID-19. Założenia były następujące: w walce z pandemią wykorzystuje się dwie strategie: (1) narzucanie restrykcji i wprowadzanie nadzwyczajnych reguł zachowania w przestrzeni publicznej oraz (2) poszukiwanie skutecznych szczepionek i leków. Jednak w dłuższej perspektywie możliwa, czy nawet konieczna jest – jak pisze Króliczak – trzecia droga: zmienianie postaw na prozdrowotne. Badawczo udowodniono, jak osiągnąć lepszy wskaźnik przestrzegania przepisów prozdrowotnych bez przymusu narzuconego z zewnątrz – poprzez zmienianie postaw.

ODWIEDŹ FACEBOOK AUTORKI

Moją uwagę przykuły jednak nie tylko wyniki tych badań, ale też komentarz pedagoga, profesora Michała Klichowskiego:

„Niezwykle cenię ten pomysł, gdyż jest on w swej istocie głęboko pedagogiczny. Zakłada, że strategią obrony przed koronawirusem nie jest behawiorystyczny trening zachowania, w którym narzuca się nam zasady i egzekwuje ich aplikację w racjonalności kar i nagród, ale edukowanie społeczeństwa i ukazywanie, że pewne – czasem drobne – modyfikacje naszych codziennych nawyków (często zupełnie nieuciążliwe), są najlepszą formą ochrony. Innymi słowy, praca, której współautorem jest prof. Króliczak proponuje, by zamiast narzucać sztywne reguły sanitarne, kształtować postawy prozdrowotne poprzez humanistyczno-konstruktywistyczne edukowanie. Ważne, by zwłaszcza pedagodzy i nauczyciele głęboko zinternalizowali wyniki tych badań. To bowiem oni stanowią teraz – po powrocie uczniów do szkół – model poprawnego zachowania w czasach COVID-19”.

Pomyślałam: rzeczywiście, problem szkoły z pandemią nie polega tylko na konieczności wprowadzenia kształcenia zdalnego. Stawia też pytanie o edukacyjną (ale rozumianą naprawdę szeroko) rolę szkoły w kryzysowej sytuacji.

Dziś, gdy spolaryzowane społeczeństwo toczy „spór o szczepionkę”, powróciło do mnie pytanie: Jak edukacyjnie potraktowaliśmy czas pandemii? Przecież to nie tylko okres zmagania się z codziennością kształcenia zdalnego. To też zaproszenie do pracy z takimi tematami, jak odpowiedzialność społeczna, zachowania prozdrowotne (o co apeluje Klichowski), a także zaproszenie do pracy z dowodem naukowym, moment na dyskusję: czym jest wiedza, co to są fake newsy, jak działają media społecznościowe. 

Gdy w moje ręce trafiła wyczekana książka Jarka Szulskiego „Nauczyciel z Polski”, zaczęłam lekturę od fragmentu „Serce, rozum… i lupa”. Świetnie mi się ten tekst wpisał w rozmyślania nad trzecią, „głęboko pedagogiczną”, drogą walki z pandemią.  Zaproszony przez Szulskiego Tomasz Garstka wchodzi w rolę pogromcy pseudonaukowych mitów. I trochę też duchów, bo pisze o teoriach obecnych w szkole od lat, choć już dawno obalonych, nieaktualnych, albo niepotwierdzonych naukowo, lecz trwających na zasadzie zasiedzenia.

Przykład? Style uczenia się. Wzrokowcy, słuchowcy, kinestetycy… W 2004 roku zespół Profesora Franka Coffielda na prawie 200 stronach raportu dowodzi badawczo ich niskiej wiarygodności i rzetelności. 

No evidence to back idea of learning styles

W 2017 naukowcy, którzy podpisali list do „The Guardian” zatytułowany „No evidence to back idea of learning styles” alarmowali, że podejście w edukacji oparte na stylach uczenia się jest nie tylko nieefektywne, ale może też stać się szkodliwe, bo „kategoryzowanie osób może prowadzić do przyjęcia sztywnego stylu uczenia się, co może osłabić motywację do adaptacji”. Działa to jak samospełniające się proroctwo – „jestem wzrokowcem, nie radzę sobie w sytuacji, gdy muszę słuchać, więc sobie odpuszczam”.

A w szkołach nieprzewietrzone i temat jest obecny w nauczycielskim warsztacie.

Skoro taka jestem poprawna, powinnam teraz podać linki do szkoleń i projektów, które używają tego podejścia. Nie robię tego. To nie polowanie na czarownice (i czarowników). Wolę podlinkować inne treści, zrobię to na końcu tekstu. Moim celem nie jest wskazywanie, jak jest źle, ale zaproszenie do dyskusji. Wszyscy (rodzice, nauczyciele, uczniowie) mamy tu interes. 

Po pierwsze: projekty szkolne, które są oparte na dowodzie naukowym (evidence-based) mają po prostu większą szansę przynieść wymierne efekty (i nie zaszkodzić). 

Jak pisze Garstka: „W edukacji opartej na dowodach (…) naukowcy stosują określone procedury badawcze, by wykazać prawdopodobieństwo, z jakim dana strategia czy metoda przyniesie dzieciakom oczekiwany pożytek edukacyjny”. 

Po drugie, powinno nam zależeć na obecności wyników badań naukowych w codziennym szkolnym doświadczeniu uczniów i uczennic (na przykład podczas lekcji przedmiotowych). Dlaczego?

Zrozumieć badania naukowe

Rozumienie wagi badań naukowych, któremu towarzyszy i przekonanie, że są one zasobem, który może być używany w codziennym życiu, to ważne kompetencje. Przecież o tym między innymi mowa w opisie kompetencji kluczowych, szczególnie: w zakresie rozumienia i tworzenia informacji; matematycznych oraz  w zakresie nauk przyrodniczych, technologii i inżynierii. 

Jak tworzyć w szkołach warunki do pracy w obszarze wiedzy, umiejętności i postaw w tym zakresie? Pewnie zacząć od siebie. Sprawdzić, czy to, co wiemy o rozwoju dzieci i młodzieży nie pochodzi może z okresu studiów dwadzieścia lat temu. Poszukać dobrych opracowań. Otworzyć się na własną ciekawość.  Brzmi jak (samo)oskarżenie. Jesteśmy jako środowisko edukacyjne zacofani i nie czytamy.  Jeśli tak, to jako osoba pracująca na uniwersytecie i współpracująca ze szkołami powinnam pokajać się podwójnie.

Przecież rola osób prowadzących badania to nie tylko publikowanie w prestiżowych czasopismach. Należy wiedzę popularyzować. Z perspektywy badaczki mogę powiedzieć, że średnio się nam to opłaca. Za to nie ma punktów. Współpraca ze szkołami nie ma wysokich lokat w różnych tabelkach ewaluacyjnych, które wciąż wypełniamy.

ODWIEDŹ FACEBOOK AUTORKI

Potrzebujemy zatem rozwiązań systemowych, wsparcia nas wszystkich w nawiązywaniu współpracy i kontynuowania oddolnych inicjatyw, które zbliżają szkołę do nauki i naukę do szkoły. Nie tylko w czasie pandemii. A zapowiedziane linki niech będą pozytywnym zakończeniem. Polecam teksty upowszechniające wyniki badań.

Sylwia Jaskulska

Serwis Ja, nauczyciel’ka:

Jakie wychowanie preferują Polacy? – CZYTAJ

Przedszkola w czasie pandemii. Raport z badań – CZYTAJ RAPORT

Raport Vulcana: Uczniowie o szkole w pandemii – CZYTAJ RAPORT

Inne:

Edukacja zdalna: co się stało z uczniami, ich rodzicami i nauczycielami? – CZYTAJ

Gender w podręcznikach. Projekt badawczy. Raport – CZYTAJ

Nauczycielki i nauczyciele wobec kształcenia na odległość w czasie pandemii COVID-19. Analiza raportu z badań – CZYTAJ

Źródła do tekstu:

Fischer Ilan, Avrashi Shacked, Oz Tomer, Fadul Rabab, Gutman Koral, Rubenstein Daniel, Kroliczak Gregory, Goerg Sebastian, Glöckner Andreas, The behavioural challenge of the COVID-19 pandemic: indirect measurements and personalized attitude changing treatments (IMPACT) – CZYTAJ

Frank Coffield, David Moseley, Elaine Hall, Kathryn Ecclestone, Learning styles and pedagogy in post-16 learning. A systematic and critical review – CZYTAJ

Grzegorz Króliczak, Zmotywować prozdrowotnie – CZYTAJ

No evidence to back idea of learning styles – CZYTAJ

Tomasz Garstka, „Serce, rozum…. i lupa”, w: Jarek Szulski, „Nauczyciel z Polski”, 2021.

Tomasz Garstka, „Psychopedagogiczne mity. Jak zachować naukowy sceptycyzm w edukacji i wychowaniu”, 2016.

Zalecenie Rady Unii Europejskiej z dnia 22 maja 2018 r. w sprawie kompetencji kluczowych w procesie uczenia się przez całe życie, Dz. Urz. UE C 189/1 z 4 czerwca 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *