Przyznam się, że czasem kopiuję sobie do oddzielnego folderu niektóre przeczytane posty w mediach społecznościowych. Wiele z wypowiedzi internautów, również tu w grupie, „Ja, nauczyciel”, wydaje mi się tak trafna, że przed pisaniem swoich felietonów, często szperam w tych tekstach, szukając opinii lub inspiracji. Wczoraj, szukając świetnej oceny naszego rządu, dokonanej przez jedną z moich internetowych koleżanek, którą za jej zgodą chciałam wykorzystać w artykule do nowojorskiej gazety, zwróciłam uwagę, na zadziwiający fakt – jak łatwo i jak często niektórzy z nauczycieli zmieniają zdania. Oczywiście zgadzam się, że każdy ma prawo do zmiany swojej oceny rzeczywistości, decyzji i poglądów, ale czy można to czynić w kółko?  

Te same osoby, które podczas wiosennego zdalnego nauczania użalały się, jak to nauczanie z domu dezintegruje im całe życie, ile to wzrosły im rachunki za prąd, a nawet – jak to „zajechały” domowe komputery, kamerki, czy drukarki, teraz krzyczą na larum, bo dyrektor nakazał pracę zdalną ze szkoły! I oczywiście, teraz chcą z domu, na własnym „lepszym” sprzęcie, bo można swoje prywatne dziecko jednym okiem przypilnować i zaoszczędzić na dojazdach, a przy okazji ograniczyć kontakty.

Te same osoby, które poprzednim razem nie mogły doczekać się powrotu do swoich klas, nie wyobrażając sobie żadnej innej formy poza stacjonarną, zarzekając się, że nigdy więce nauki przez komputer, że choćby na kolanach, ale do szkoły, zaraz we wrześniu narzekały, że rząd rzucił je na pierwszą linię frontu-  jako mięso armatnie, by zaraz po ogłoszeniu nauczania hybrydowego lub zdalnego, lamentować, podobnie ak na wiosnę…

Co z nami nie tak? Jeszcze kilka dni wcześniej większość piszących nauczycieli apelowała o zdalne nauczanie, dziś czytam, że uczący 1-3 to mają dobrze, bo mają uczniów w klasach, a w ogóle – co to za zdalne, jak trzeba jechać do pracy, by prowadzić lekcji. Zaś nauczyciele przedszkoli i klas początkowych woleliby zdalne i zazdroszczą innym. I tak w kółko… 

Jest jeszcze jedna grupa. Chyba najbardziej stała w poglądach – ci z nieustającym poczuciem misji. Wydaje im się, że świat się bez ich heroicznej pracy zawali, że zniknie w mrokach ciemnogrodu lub że bez nieustającej kontroli, testów, sprawdzianów, uczeń będzie pogrążał się w otchłaniach lenistwa. A co najważniejsze, że za to wszystko czeka ich dozgonna wdzięczność i pośmiertny medal na pierś. Nic bardziej mylnego. Ci, dla których się dziś poświęcamy, zapomną bardzo szybko. Szanujmy się zatem. Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o sobie – nie jak o koniach w kieracie z klapkami na oczach – lecz o wolnych mustangach, które wszystko mogą, jeśli tylko chcą. Czy nie jest od razu lepiej? 

Beata Wermińska

Nauczycielka, autorka programów nauczania do języka polskiego, oraz przedmiotów zawodowych, scenariuszy lekcji muzealnych, wychowania teatralnego i filmowego. Współpracownik Wspierania Edukacji przy Stowarzyszeniu Dolina Lotnicza, kreator zajęć na Politechnice Dziecięcej. Egzaminatorka, autorka zadań i skryptów. Od 15 lat felietonistka Nowego Dziennika w Nowym Yorku. Autorka wierszy, scenariuszy teatralnych i kilku początkowych rozdziałów thrillera kryminalnego, którego akcja rozgrywa się w szkole. Pasjonatka podróży szlakiem zamków i pałaców w Europie. Trochę malarka, trochę wizażystka, trochę niespokojny duch, a przede wszystkim mama Kingi i Maksa oraz 5 kotów i jednego psa.

1 thought on “Wermińska: Konie w kieracie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *