Stało się. Wrzesień za nami. To miesiąc przypominania sobie, jak funkcjonuje szkoła, organizowania własnej przestrzeni, wypełniania dokumentacji. To też czas pierwszych spotkań z rodzicami, które w wielu z nas wywołują niemały stres. Jak uczynić, by rodzice stali się Twoimi sprzymierzeńcami? 

Kartkówki to śliski temat. Dzieci ich nie lubią, a rodzice? Może im zrobić? Kiepski pomysł? Faux pas? 

Rodzice siedzą już w ławkach. Wychowawczyni wita ich z entuzjazmem i zapowiada, że będzie miło, po czym uspokaja, by się niczego nie obawiali. Następnie rozdaje karteczki i prosi o wyjęcie długopisów. Ktoś żartuje, że będzie kartkówka. Nauczycielka potwierdza. Zauważa u kilku osób uśmiechy na twarzy, u innych niepewność, tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Dyktuje pierwsze polecenie: 

– Proszę policzyć 2/5 : 4/7

Rodzice próbują sobie przypomnieć, jak to się robiło, liczą. Jedna mama jest wyjątkowo szybka. Prowadząca spotkanie pyta, czy już skończyła. Odpowiada, że jest matematyczką. Nauczycielka pyta, czy potrzebują więcej czasu na rozwiązanie. Potwierdzają, daje im jeszcze chwilę, choć właściwie nie powinna tego robić, bo przecież gnając z przerobieniem ogromnych ilości materiału, nie czekamy na wszystkich uczniów. Nadchodzi czas na drugie pytanie: Miejsce urodzenia Juliusza Słowackiego. 

– Kogo?

– Słowackiego?

– Kto to był?

– Poeta.

Nauczycielka próbuje ułatwić:

– Jeśli ktoś nie zna Słowackiego, to może podać miejsce urodzenia Mickiewicza. 

– Chopin byłby łatwiejszy.

Prowadząca zebranie widzi, że się głowią. Ale nie ma zmiłuj. 

– Ostatnie pytanie: data bitwy pod Wiedniem.

– A nie może być Grunwaldu? – reaguje jedna z mam, widząc, że N. jest jednak trochę elastyczna.

– Nie, bo tę też znam. 

Pora na podsumowanie: 

– Jak Państwu poszło? – pyta nauczycielka.

– Pół na pół. 

– Czy to było w szkole?

– Tak.

– To jakie, wyciągają Państwo wnioski? 

– Uczymy się niepotrzebnych rzeczy.

– Czy z tej wiedzy, czy o wiele szerszej, zdawali Państwo egzaminy? Co z niej pamiętacie i czy to ma jakieś znaczenie? 

– W życiu liczą się inne rzeczy.

– Czy ktoś w dorosłym życiu pytał Państwa o wynik klasówki z dzielenia ułamków, czy pozycję w rankingu? Czy raczej mówiono, może nie wprost, ale  pokaż, co potrafisz i pokaż, jak sobie radzisz z tym, czego nie wiesz, nie umiesz?

– To drugie. 

– Czy gdyby mieli Państwo teraz znaleźć odpowiedzi na te pytania, potrafiliby Państwo to zrobić?

– Tak.

– Zatem do dzieła.

 

W oczach rodziców nauczycielka odczytuje totalne zaskoczenie. I po kilku sekundach wszyscy jak jeden mąż nurkują do kieszeni i torebek w poszukiwaniu telefonów. 

W tym momencie wchodzi pani dyrektor, przechodzi pod tablicę, lecz oni nie zwracają zupełnie uwagi, tak są pochłonięci zdobywaniem wiedzy. 

Dyrektorka, widząc przygarbionych dorosłych, spisujących coś z ekranów telefonów, pyta:

– Co oni robią? 

– Piszą sprawdzian.

Dyrektorka śmieje się. W odpowiedzi szepcze tylko:

– To nie można przeszkadzać, niech ze spokojem dokończą. 

Wita się z rodzicami, chwilę rozmawia i wychodzi. pozostali wracają do tematu. 

– Drodzy Państwo, skoro Państwo uczyli się niepotrzebnych rzeczy, czego chcieliby Państwo dla swoich dzieci? 

– Czytania ze zrozumieniem.

– Logicznego myślenia.

– Umiejętności wyszukiwania informacji.

– Współpracy.

– Samokształcenia.

– Uważnego słuchania.

– Komunikowania swoich potrzeb.

– Rozwiązywania problemów.

Wychowawczyni żartuje, że powinni pisać podstawę programową i obiecuje, że właśnie tego będzie uczyła. 

Czy to krótkie doświadczenie pozwoliło przełamać lody? Czy rodzice poczuli się wysłuchani? Czego dowiedziała się nauczycielka?  Może warto jednak działać niekonwencjonalnie, by posłuchać głosów rodziców?

Może my nauczycielki i nauczyciele wśród opiekunów naszych uczennic i uczniów mamy sprzymierzeńców, tylko o tym nie wiemy, bo ich nie pytamy? Bardzo dziękuję za tę inspirację Annie Szulc, autorce „Nowej Szkoły”. To ważne by czuć, że na drodze do zmiany nie idzie się samotnie. 

Justyna (Inka) Ilasz

2 thoughts on “Minidramat w szkole czyli “Kartkówka to śliski temat”

  1. Dopóki rodzice i nauczyciele są po przeciwnych stronach wobec dziecka/ucznia, dopóki wzajemnie przerzucają się kontrargumentami, przekonują wzajemnie do własnych racji, dotąd zmiana myślenia o szkole będzie tylko po pobożnym życzeniem. Dlatego zamiast racji, miejmy relacje, dyskutujmy, doświadczajmy i róbmy krok wprzód.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *