Ocenianie w szkole wzbudza kontrowersje wśród uczniów i rodziców i jest powodem niezliczonych kłótni i wzajemnego obwiniania się. Możemy tę sytuację zmienić, zastępując cyferki realną informacją.

Pierwsza obserwacja

– A czy to będzie na ocenę? – zapytała trzynastoletnia Zosia. 

– Nie, to nie będzie na ocenę, to jest dla was do poćwiczenia samodzielnie – Pomyślałem, że Zosia pewnie denerwowała się, że nie będzie w stanie poprawnie zrobić tych zadań, ale właśnie po to zaproponowałem zestaw zadań bez oceny, żeby dzieci przećwiczyły nowy aspekt języka bez stresu.

– Czyli nie musimy tego robić? A to nie będę sobie zawracać tym głowy, bo szkoda czasu

Zosia spakowała  do plecaka kserówkę i wyszła z sali. Co się przed chwilą stało? Dziecko dostaje zadania z kluczem by mogło je rozwiązać samodzielnie i poćwiczyć, ale uważa, że jest to bez sensu, bo nie dostanie za to oceny? Ocknąłem się po chwili i poszedłem dalej. Do końca dnia nie mogłem wyrzucić z pamięci scenki z rana. Zacząłem zastanawiać się co zrobiłbym w sytuacji Zosi. 

Jestem uczniem współczesnej szkoły z ogromną ilością nauki i zadań do zrobienia w domu. Muszę ustalić co jest ważniejsze, a co można odłożyć na później, bo inaczej zabraknie mi czasu na ogarnięcie wszystkiego i może chwilę na życie prywatne. Chyba zrobiłbym to samo co moja uczennica! 

Drugie dno oceniania

Zwróciłem też uwagę na to jak możliwość zdobycia oceny wpływa na motywację do działania u człowieka. To jest bardzo behawioralne kiedy się temu przyjrzy z bliska.

Mamy do czynienia z klasyczną sekwencją bodziec – reakcja, która jest tak ugruntowana w człowieku, że jest nawykiem. Co jednak się stanie gdy bodziec nie zaistnieje? Brak reakcji. Taki system motywacji w długiej perspektywie jest tragiczny dla każdego.

Jeśli nauczymy pracownika korporacji, że jeśli wykona jakieś zadanie to dostanie dodatkową gratyfikację, to czy zrobi on coś w sytuacji braku nagrody? Obawiam się, że raczej zignoruje sprawę i poszuka sobie zadania, które spełni jego potrzebę. Oceniając pracę ucznia w tradycyjny sposób, uruchamiam w nim ten sam wzorzec postępowania co u pracownika korporacji. Nie ma możliwości, żeby uczeń chciał zrobić cokolwiek, jeśli nie będzie się to opłacało. A rzeczywistość jest taka, że oceny cząstkowe są w cenie, bo decydują o ocenie końcowej. System jest bardzo wymierny, ale demotywujący. 

Bardzo dziwi mnie również kiedy ktoś straszy jedynkami. Użycie systemu oceniania jako straszaka i grożenie komuś, że nie zda do następnej klasy jest jak klasyczne wyrażenia „bo Cię zwolnię!” lub „bo po premii! znane z dorosłego życia, choć obecnie wymierające. Tymczasem w edukacji straszaki nadal są w trendzie wzrostowym i póki system oceniania będzie cyferkowy nie ma szans na jakiekolwiek wypłaszczenie. 

Ocena potrzebna do rozwoju

Z drugiej strony, chcemy wiedzieć, czy praca, którą wykonujemy jest wysokiej jakości. Może moglibyśmy robić coś lepiej, ale nie wiemy co i jak zrobić? Dzieci też mają taką potrzebę, lecz w ocenowym kieracie zniekształca się ona do postaci opisanej wcześniej. Jak w takim razie sprawić by dzieci dowiedziały się czy wykonują swoje zadania dobrze, ale nie uzależniły się od cyferek w edzienniku? Przede wszystkim skupmy się na tym co zostało zrobione. Uczeń potrzebuje informacji co potrafi, umie, wie. To nie jest żadna nowość, ale mimo, źe w konspektach lekcji często wymagane są cele główne i operacyjne, to rzadko kiedy nauczyciel daje informację uczniowi, czy po wykonaniu pracy osiągnął założony cel. Po drugie, zamiast chwalić ucznia jaki jest świetny i mądry skupmy się na faktach i wysiłku, który doprowadził go do tego miejsca. Dlaczego mamy nie chwalić? Bo to uzależnia. Uczeń raz pochwalony w nieodpowiedni sposób, będzie pracował chętniej jeśli będzie dostawał dalsze pochwały. Ale biada nauczycielowi, który zapomni tego ucznia pochwalić kiedy ten tego oczekuje, bo uczeń poczuje się oszukany i straci motywację do działania. Skupmy się na faktach, kompetencjach i wiedzy, którą uczeń zdobywa. Nie potrzebujemy mówić mu, że jest prześwietny. Sam to czuje, kiedy dostaje odpowiednią informację zwrotną. 

Zamiast cyferek

Druga sprawa to uwolnienie systemu oceniania od cyferek. I nie chodzi o pudrowanie problemu przez zmianę cyferek na literki, drzewka czy słoneczka. Taka kosmetyczna zmiana nie zmienia systemu. Dziecko nadal będzie dążyło do tego by mieć jak najwięcej literek A, gwiazdek, lub serduszek. Wykorzystajmy materiał, który jest, by stworzyć przydatne dzieciom narzędzie. Możemy to zrobić na zasadzie scrumowego backlogu. Rozpisujemy wymagane treści i umiejętności z danego przedmiotu w etapie edukacyjnym. Pomoże nam w tym podstawa programowa. Nauczyciel będący niejako właścicielem produktu decyduje o kolejności realizacji materiału oraz w porozumieniu z zespołem klasowym, o ilości elementów robionych w danym przedziale czasowym. Praktyczne pokazanie rozumienia problemu, przetestowanie wiedzy teoretycznej, pokazanie użycia umiejętności przez ucznia będą dowodem na nabycie oczekiwanych umiejętności, wiedzy i kompetencji. Po co nam oceny mówiące tylko, że dany test uczeń napisał bardzo dobrze, ale pomijające czego się nauczył i co wyniesie na dłużej. Jako dokumentację zdobytych kompetencji i wiedzy każdy uczeń będzie miał tabelę z zaznaczonymi umiejętnościami i wiedzą, którą już ma.

Potrzeba zmiany odgórnej

Świadomość jak różne rodzaje ocen wpływają na dziecko to jedno, ale potrzebujemy równocześnie zmian organizacyjnych idących z góry.

Póki nie zmienimy szkolnych systemów oceniania, wszystkie rewelacyjne pomysły na informację o postępach możemy wyrzucić do kosza. Potrzebujemy grubej kreski i radykalnego przewrotu, który na początku spotka się z oporem, ale da realne szanse na unowocześnienie procesu nauczania. Bez niego ruchy oddolne zmieniające ocenianie pozostaną w sferze promyczka innowacji, bez większego wpływu na cały system edukacyjny.

Sprawa testów

Wielu eduzmieniaczy mocno prze w kierunku wyrzucenia testów jako formy sprawdzania wiedzy, ale ja wolę iść pod prąd. Testy to świetna okazja do sprawdzenia się, lecz w naszym systemie kojarzą się tylko ze stresem i uczeniem się pod klucz. Tymczasem powinniśmy traktować test jak każde ćwiczenie. Test to zestaw zadań monitorujących postępy i ułatwiających identyfikację obszarów gdzie możemy się jeszcze poprawić. Stosujmy je, ale bez oceniania cyfrowego, bez konsekwencji dla ucznia, tak by on też widział, że jest to przydatne narzędzie i sam chciał się sprawdzać. Dla mnie test jest jak krzyżówka i również dziecko powinno traktować go jako okazję do sprawdzenia swojej wiedzy bardziej niż jako przykry egzamin wywołujący stres i często kończący się złą resztą dnia.

Dać dzieciom informację co potrafią, a co mogą jeszcze usprawnić to podstawowy cel oceniania. Dzisiaj cyfrowa skala nie odpowiada potrzebom współczesnych ludzi. 

W świecie dorosłych, firmy rozwijają nowoczesne systemy ewaluacji swoich pracowników, tak by mogli się świadomie rozwijać w potrzebnych obszarach bez większego stresu. W świecie szkolnym, nadal tkwimy w nieefektywnym systemie cyfrowym. Choć jest coraz więcej nauczycieli i szkół przechodzących na ocenianie kształtujące, wąski strumyczek zmiany płynie zbyt wolno. Potrzebujemy zburzyć tamę, zrobić pierwszy krok i z odwagą wejść w XXI wiek oceny opartej na informacji zwrotnej w każdej szkole.

Marcin Wojciechowski

Anglista, absolwent Instytutu Filologii Angielskiej (obecnie Wydziału Anglistyki) Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od dziesięciu lat jest nauczycielem języka angielskiego w jednej z najlepszych szkół w Poznaniu. Zajmuje się koordynacją współpracy z Wydziałem Anglistyki UAM Poznań, przygotowaniem uczniów do egzaminów zewnętrznych i certyfikatów językowych. Ma na koncie wiele sukcesów w pracy dydaktycznej i wychowawczej. Interesuje się wszystkim co innowacyjne w edukacji, a szczególnie zwinnym podejściem do uczenia. Angażuje się w projekty z takich dziedzin jak copywriting, tłumaczenia, dziennikarstwo. Autor bloga Koncepcja Edukacji.

CZYTAJ WIĘCEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *