Na początku kwietnia odbyła się czwarta konferencja „Empatyczna edukacja => empatyczna Polska”, zorganizowana przez wspaniałą nauczycielkę matematyki Annę Szulc z I Liceum Ogólnokształcącego w Zduńskiej Woli. Gdy myślę o tej konferencji, pierwsze pytanie, które pojawia się w mojej głowie, brzmi: Do czego zdolny_a jest nauczyciel_ka, gdy dostaje przestrzeń do działania? Jeśli dyrektor_ka, władze miasta, kuratorium i organ prowadzący zaufają jego_jej kompetencjom i pozwolą realizować zamierzone cele, nauczyciel_ka ma szansę zmieniać rzeczywistość wokół siebie. Wydaje się, że wszystko jest możliwe, kiedy nie trzeba walczyć o przestrzeń do działania, a wszyscy wokół wspierają naszą wizję. Jak cudownie jest, gdy w pokoju nauczycielskim nie musimy sobie podcinać skrzydeł!
Anna Szulc z pewnością nie zrobiła tego sama, ale to właśnie ona była tą elektrownią atomową, jak nazwał ją ktoś podczas debaty. To ona uosabia Dawida Podsiadło polskiej edukacji, jak określiła ją pełniąca rolę konferansjerki Elżbieta Manthey (bilety wyprzedały się na pniu, lista rezerwowa była długa – porównanie do gwiazdy nie jest przypadkowe). Co istotne, na widowni zasiadali nie tylko nauczyciele i edukatorzy, ale także kuratorzy z różnych regionów, wicekuratorzy oraz dyrektorzy szkół obojga płci. Część z nich przyjechała z własnymi zespołami. To pokazuje, że Anna Szulc, nauczycielka ze Zduńskiej Woli, stworzyła wydarzenie, które przyciągnęło uwagę osób z najwyższych szczebli edukacyjnych w Polsce. To właśnie pokazuje, jak wielką siłę ma nauczyciel, gdy otrzymuje szansę na realizację swojej pasji.
A co, jeśli wreszcie uwierzymy w naszą moc?
Konferencja ta przypomniała mi, jak ważne jest pytanie: „Dlaczego nie robimy tego, na co nas stać?” Jeśli nauczycielka ze Zduńskiej Woli może zorganizować wydarzenie, które przyciąga wielkie osobistości ze świata edukacyjnego, to dlaczego nie mielibyśmy wykorzystywać w pełni swoich możliwości? Gdyby tylko osoby uczące poczuły, że mają prawo do podejmowania decyzji i działania na własnych warunkach, mogłyby robić rzeczy, które teraz wydają się nierealne.
Autonomia to słowo klucz. Często wydaje się, że to system, kuratorium, program nauczania, polityka są tymi, które ograniczają naszą pracę. A co, gdybyśmy przez chwilę spojrzeli na to z innej perspektywy? Co, gdybyśmy pomyśleli, że te ograniczenia to jedynie wytwór naszych przekonań? Czy my nauczyciele i nauczycielki nie przypominamy trochę słonia z bajki Jorge’a Bucaya, który przywiązywany w dzieciństwie do palika, po wielu próbach uwolnienia się traci wiarę w możliwość zmiany swojego losu i zaprzestaje działań, które teraz mogłyby okazać się skuteczne. Tak samo jak on żyjemy w przeświadczeniu, że jesteśmy zniewoleni, choć już dawno mamy wolność.
Zmiana zaczyna się od nas samych
Profesor Klus-Stańska w swoim wystąpieniu zwróciła uwagę na różnice w podejściu do dużych klas w różnych krajach. W Polsce nauczyciele często mówią, że nie pracują w grupach, w klasach bardzo licznych, traktując to jako „przeszkodę”. W innych krajach edukatorzy deklarują, że ze względu na dużą liczebność klas pracują w grupach, gdyż trudno jest pracować w inny sposób. To, co czujemy, że nas ogranicza, wcale nie musi być przeszkodą – to tylko nasza percepcja. Co mogłoby się stać, jeślibyśmy potraktowaliby przeszkodę jako wyzwanie, które pozwala na innowacyjność i twórcze myślenie?
Odważ się, by działać!
Często zapominamy, jak wielką siłę ma poczucie zaufania do siebie. Zastanawiam się, jak często powstrzymujemy się przed działaniem, bo zakładamy, że ktoś się nie zgodzi. Warto jednak zapytać, co najgorszego może się stać, jeśli zapytamy i wyrazimy nasze potrzeby w sposób otwarty? Często tak łatwo jest po prostu powiedzieć „Chciałabym to zrobić”, jak zrobiła to Elżbieta Manthey, która objęła rolę konferansjerki, po prostu wyrażając swoje pragnienie. Tylko tyle. Dlaczego nie mamy odważyć się na to, by prosić o to, czego naprawdę chcemy?
Czas na pytanie: po co?
Jest taka anegdota, że jak przełożony każe coś zrobić podwładnemu w szkole, ten pyta „Na kiedy?” Może warto zamienić to pytanie na: „Po co?” Jakie korzyści z tego wynikną? Dla kogo? Wszyscy mamy swoje lata, średnia wieku nauczycieli_ek to 47 lat. Czy to nie dość dorosły wiek, by decydować o sobie? By wziąć odpowiedzialność za siebie i podejmowane decyzje? By mówić głośno, czego chcemy i jakie zmiany chcemy wprowadzić? Czy to nie głupie, że w okresie okołomenopauzalnym tłumaczymy się brakiem działań, zrzucając odpowiedzialność na zewnątrz. Jak to brzmi: Chciałabym przeczytać z dziećmi inną lekturę, ale pani ministra mi nie pozwoliła? Albo: ustawiłabym ławki inaczej, ale w szkole ławki są zawsze przodem do tablicy (po tym poznaje się szkołę, że ludzie siedzą do siebie tyłem); Albo: stosowałabym skuteczne metody nauczania, ale nie mam czasu, bo muszę podopiecznym opowiedzieć całą treść podręcznika. Czy to nie jest absurd? Czy 47 lat to nie jest czas najwyższy, żeby zacząć myśleć, co się robi i dlaczego? Jeśli chcemy coś zmieniać, po prostu to róbmy w swoim zakresie. Jeśli potrzebujemy czyjejś aprobaty nie zakładajmy, że inni się nie zgodzą, zapytajmy ich, czy wiedzą, czego potrzebujemy. To może być pierwszy krok w stronę zmian, które realnie mogą wpłynąć na system edukacji a jeśli nie na cały system to choć na Twoje środowisko pracy. Na razie tyle i aż tyle.
Zadbajmy o siebie – bo tylko wtedy możemy zmieniać innych
Niestety, dane mówią jedno: 67% nauczycieli_ek doświadcza wypalenia zawodowego, a ponad połowa nie odczuwa sensu w swojej pracy. To alarmujące. Wszyscy mówimy o tym, jak ważne jest wprowadzanie zmian w systemie edukacji, ale czy pamiętamy, że prawdziwa zmiana zaczyna się od nas samych? Warto sprawdzić, czego naprawdę potrzebujemy, zadbać o siebie, aby móc dawać innym. Zmiana zaczyna się od jednej rzeczy – czasem wystarczy zmienić jedno podejście, jeden krok, by poczuć się lepiej, by poczuć, że mamy wpływ na to, co się dzieje wokół nas.
Podsumowanie
Cała konferencja jest świetnym przykładem na to, jak małe inicjatywy mogą uruchomić wielkie zmiany, jeśli tylko wierzymy w swoje możliwości i mamy odpowiednie wsparcie. To także ważne przypomnienie, że edukacja jest przede wszystkim o ludziach – nauczycielach, nauczycielkach, uczniach, uczennicach i społeczności, a nie o programach czy ocenach.
