Pierwsze zebranie u syna w zerówce. Siedzimy na krzesełkach dla krasnoludków, przez godzinę podpisujemy kwity na wszystko, przez drugą godzinę wysłuchujemy czego dzieciom nie wolno. Na zakończenie wychowawczyni mówi, że będziemy zadowoleni, bo szkoła cieszy się opinią najlepszej.

Nie wytrzymuję i pytam: A czy może nam pani powiedzieć jak nasze dzieci poradziły sobie przez ten pierwszy miesiąc?

Zakończenie roku w drugiej klasie u młodszej córki. Pani mówi dzieciom, że oceny opisowe na ich świadectwach są surowe, żeby rodzice popracowali trochę z nimi przez wakacje, żebyśmy za rok byli najlepszą trzecią klasą. Na zakończenie trzeciej klasy nie poszłam.

Zakończenie roku. Syn w czwartej klasie. Dosłownie defilada najlepszych wyników i nagród prezydenta. Confetti i “We are the champions”. Nie mogę przestać myśleć o wszystkich tych dzieciach, o których wiem, że włożyły całe mnóstwo wysiłku i nikt tego nie zauważył, bo w kulturze oceniania nie ma miejsca na docenianie.

Zakończenie pierwszego semestru nie wiem po której klasie i u którego dziecka. Na korytarzu dwie wielkie tablice i ranking klas wg średniej ocen wraz z uczniami wymienionymi z imienia i nazwiska i ich wynikami, które się do tej średniej przyczyniły. Poszłam i powiedziałam dyrekcji co o tym myślę. To było spotkanie rzeczywistości równoległych.

W międzyczasie szkoła wprowadziła średnią ważoną. Nic nie pomógł sprzeciw rodziców i nasze merytoryczne argumenty przygotowane przez wykładowców akademickich wykładających statystykę, ani przez psychologów podkreślających zgubny wpływ tej praktyki na motywację dzieci do uczenia się. Szkoła do tej pory stoi twardo na stanowisku, że musi rozwijać sprawność testową ucznia.

Obserwuję na FB nauczycieli, którzy są żywym dowodem na to, że można inaczej.  Podziwiam ich za to, że znajdują w sobie siłę i niejako wbrew wszystkiemu, co się teraz dzieje w sposób profesjonalny towarzyszą dzieciom w zdobywaniu wiedzy jednocześnie będąc dla nich autentycznym wsparciem. Z ogromną uwagą czytam komentarze pod ich postami. Komentują rodzice i nauczyciele. Zarówno jedni jak i drudzy przecierają oczy ze zdumienia. Ci pierwsi, że np. tak pięknie można uczyć matematyki,  a ci drudzy, że rodzice nie poprawiają błędów swoich dzieci i takie niepoprawione prace odsyłają do sprawdzenia.

Komentarze rodziców można sprowadzić do jednego postulatu „My też tak chcemy dla naszych dzieci”, komentarze nauczycieli zamykają się w zasadzie w pytaniu „Jest Pani dla mnie inspiracją, ale skąd Pani bierze takich świadomych rodziców?“

Dla mnie sprawa jest prosta

Każdy system dostaje to, czego się domaga. Wyobraź sobie, że jesteś statystycznym rodzicem. Wszystko jedno jaki zawód wykonujesz. Możesz być elitą tego społeczeństwa albo pracować fizycznie. Znasz tylko taką szkołę, z jakiej sam/sama wyszedłeś/wyszłaś. Dookoła słyszysz tylko, że wyniki, konkursy i rankingi. Każde zebranie zaczyna się od wręczenia Ci karteczki z ocenami Twojego dziecka. Wcześniej podpisujesz kilkustronicowe regulaminy oceniania…  Jaką musisz mieć wiedzę i ile samozaparcia, żeby przed tym chorym wyścigiem chronić własne dzieci? Co musisz zrobić jeżeli Twoje wartości to nie presja, rywalizacja i kontrola tylko empatia, współpraca i zaufanie? Jak je przekazać dziecku jednocześnie nie mówiąc mu „pani nie ma racji”?

Robiłam te szpagaty w powietrzu przez osiem lat. Chodziłam, rozmawiałam, nosiłam książki, organizowałam gazetki, debaty, badania ankietowe. Jak dotąd bez rezultatu. W końcu  przestałam. Był kwiecień. Drugi miesiąc lockdownu. Słyszę jak pani mówi, że teraz zaczną nowy temat a zapowiedzianą kartkówkę napiszą… na koniec lekcji. Nie byłam w stanie skupić się na swojej pracy, kiedy to usłyszałam. Przed samą kartkówką pani jeszcze dodała, że na każdą odpowiedź mają 15 sekund, i że to wystarczy, bo inne klasy już pisały i nikt się nie skarżył…

Nie interesują mnie oceny, jakie moje dzieci dostają za kartkówki pisane w takim napięciu. Tak, napisałam tą kartkówkę za córkę. Pani szła na rekord i potrzebowała jedenastej oceny w dzienniku (kwiecień!), to ją dostała. Ja potrzebuję, żeby moje dzieci czegoś się nauczyły. Dlatego powiedziałam do córki: szóstkę już masz, teraz chodź i powiedz mi co już umiesz.

Jeżeli rodzic wie, że analiza błędów w pracy dziecka potrzebna jest nauczycielowi aby poznać jego tok rozumowania i na tej podstawie lepiej dobrać kolejne ćwiczenia, to nigdy tych błędów nie będzie poprawiał. Jeżeli nauczyciel stosuje diagnozę w procesie, jeżeli traktuje rodziców jak partnerów na rzecz edukacji dzieci, jeżeli rozmawia z nimi o tym co robi z dziećmi jak i dlaczego, jeżeli prosi ich o informację zwrotną i jest nią autentycznie zainteresowany to dostaje w zamian świadomego rodzica. Tak się dzieje, jeżeli koncentrujemy się na procesie. Nieśmiało przypuszczam, że ten świadomy rodzic w opresyjnej szkole nazywany jest roszczeniowym.

Fokus położony na wynik powoduje, że wszyscy idą na skróty. Nauczyciele rozdają od lat te same wystandaryzowane testy, dzieciaki rozwiązują je grupowo łącząc się poza Teamsami na Discordzie a rodzice podpowiadają dzieciakom w czasie zdalnych lekcji albo piszą za nie prace.

Z tym, że moim zdaniem całkowitą odpowiedzialność za tą sytuację ponosi szkoła. Po pierwsze dlatego, że zarówno wobec dziecka jak i rodzica ma przewagę jako instytucja. Po drugie to od szkoły oczekuję profesjonalizmu, nie od rodziców, którzy mają przecież różny background zawodowy. To szkoła zatrudnia nauczycieli z przygotowaniem pedagogicznym, którzy swoje kwalifikacje mają udokumentowane w opasłych teczkach awansu zawodowego. I wreszcie to szkoła jest gospodarzem i organizatorem tej imprezy. Rodzice i uczniowie to tylko goście na imieninach, którzy stosują się do zasad na zaproszeniu.

Dlatego do wszystkich nauczycieli, którzy utyskują na rodziców kieruję moje uprzejme: proszę się odczepić. I zacząć czytać. Najlepiej coś o procesach uczenia się, motywacji i komunikacji. A potem wydrukować nowe zaproszenia. Z designem na miarę XXI wieku.

Dorota Trynks

Dorota Trynks

Wizjonerka wspierająca szkoły w rozwoju, trenerka, edukatorka, coach. Obecnie zatrudniona w Regionalnym Ośrodku ds edukacji, integracji i demokracji RAA MV e.V. w Mecklemburgii-Pomorzu Przednim, pracuje w polsko-niemieckim projekcie Nauczanie języka sąsiada, w którym odpowiada za edukację międzykulturową. Od lipca 2020 angażuje się w projekt Pedagogika Demokracji.

7 thoughts on “Odczepcie się od rodziców!

  1. Z wielu myślami wyrażonymi w artykule zgadzam się, ale.. z niektórymi stanowczo nie zgadzam się, co więcej uważam, że są one szkodliwe dla jednostek i społeczeństwa.
    Nie szukajmy usprawiedliwień dla ściągania. To zaświadczanie nieprawdy. Nieprawda nie jest wartością. A wartości prawdy w świecie brakuje, bardzo też brakuje jej w Polsce. Jest głupi sprawdzian, powiedzmy dziecku, że się Pani nie udał, ma takie a takie wady.I jak najspokojniej porozmawiajmy z Panią, przekonując ją , najlepiej konkretnymi przepisami, że postępuje niedobrze.
    Ale z prawdą jest coś jeszcze ważniejszego, absolutnie fundamentalnego. Szacunek dla człowieka, którym jest nauczyciel i, którym jest uczeń, który oszukując popełnia czyn, który ani prawdziwej chwały, ani szacunku nie niesie.
    Bronię też bardzo rywalizacji. Rywalizacja jest wartością, bo możemy się sprawdzić. Bo jest nośnikiem postępu. (Ja uważam, że w dużym stopniu socjalizm przegrał, bo był niekonkurencyjny, bo nie sprostał w rywalizacji cywilizacyjnej.Realny socjalizm miał oczywiscie także wiele innych poważnych wad.) Część młodzieży, duża, lubi rywalizować, źle jest gdy ciągle musi. Trzeba aby społeczeństwo wychowujące szukało w każdym jego mocnych stron i dawało się tam rozwijać, ale wysiłek, pokonywanie trudności, to cechy niezbędne w życiu i zróżnicowane środowisko szkolne dobrze przygotowuje do życia, nawet ta presja, jeśli miesza się z docenianiem jest dobra, bo tak jest w życiu. Oczywiście rywalizacja powinna być możliwie najbardziej fair.
    Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla dziecka, to mądrze je szanować. Budować jego pewność siebie i wynikającą z tego siłę pokonywanie trudności. I dawanie sobą świadectwa wartością, które głosimy. Dlatego dzieci są takie ważne, bezcenne, bo jeśli chcemy ich dobra, to sami musimy być dobrzy, mądrzy, odpowiedzialni i mieć piękną duszę, ale też musimy być tolerancyjni dla innych i dla siebie.
    Przepraszam, że tak długo i poważnie, ale uważam, że mówimy tu serio o bardzo ważnych sprawach.

  2. Nic dodać, nic ująć. Tka jak Koleżanka Bogna, ja też przez wiele lat walczyłem, ale już nie mam siły. Marzę o wcześniejszej emeryturze i zapomnieniu tego, jak szkoła jest w stanie skrzywdzić dzieci!

  3. Brawo! Brawo! Brawo!
    Szkoła to system tradycji oderwanych od pragmatyzmu odkryć psychologii, neurodydaktyki.
    To powielający się schemat.
    Bezrefleksyjnej statystycznej kadry.
    Kadry, która dodatkowo nie potrafi przeczytać ze zrozumieniem Ustawy o systemie oświaty artykuły 44abcdefghijklmnoprstuwxyz.
    Tak napisano czym jest ocenianie, na czym ma ono polegać.
    Okazuje się, że ustawa mimo mankamentów nie jest zła.
    Złe jest nasze nauczycieli przywiązanie do tradycji. Chorej tradycji.

  4. Proponuję Pani, aby popracowała Pani kilka lat w szkole publicznej, średniej, powiedzmy w technikum lub szkole branżowej, wtedy będzie Pani mogła zająć stanowisko i powiedzieć coś, co znajdzie zastosowanie w życiu. Bo to co Pani mówi pięknie brzmi, tylko jest trudne w zastosowaniu w państwowej rzeczywistości szkolnej.

  5. Jakie to prawdziwe. Podpisuję się pod każdym słowem. Ale nie mam już sił na walkę z betonem edukacyjnym- ani jako matka, ani jako nauczyciel. To takie smutne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *