Z Anną Szulc spotykamy się na Zoomie. To ona przysyła nam link i zaprasza nas do swojego świata. Przez blisko dwie godziny poznajemy nauczycielkę matematyki w drodze. Osobę niezwykle dynamiczną, a jednocześnie uważną i otwartą na zmiany. Być może oboje nie zostalibyśmy humanistami, gdyby matematyki uczyła nas Anna?  Jej uczennicom i uczniom zazdrościmy, ponieważ wiemy, że zawsze mogą na Annę liczyć!  

Inka Ilasz: Z Twojej książki zrozumieliśmy, że bez zmiany własnego podejścia do uczniów i uczennic, do metod pracy i do interpretacji obowiązującego prawa, które również wymaga dopracowania, dostosowania, szkoła nie będzie lepsza dla młodych. Wierzysz, że nauczycielki i nauczyciele znajdą drogę do zmiany w sobie, w swoim podejściu do zawodu, warsztatu pracy, kontaktu z dzieckiem? 

Anna Szulc: Ja wierzę w nauczycielki i nauczycieli. Polski nauczyciel ma dobre intencje. Mimo że z różnych powodów nie jest łatwo być kreatywnym. Wierzę, że w imię potrzeby wywiązywania się ze swoich obowiązków polscy nauczyciele podejmą kroki i skorzystają chociażby z wiedzy, doświadczeń wielu eduzmieniaczy, którzy chętnie się dzielą tym, co wypracowali. Taka jest potrzeba czasów, ale też konsekwencji długiego okresu nauki zdalnej. Zbyt długo nie dokonywano skutecznych zmian w dostosowaniu warunków nauki i pracy nauczyciela do zmieniającego się świata. Ta zmiana dziś jest koniecznością i jest możliwością, z której należy skorzystać. To jest moim zdaniem warunek. Powrót szkoły do “normalności”, ale nie takiej, jaka była. Jestem pewna, szkoły takiej, jaka była już nie będzie, a skutecznych zmian w edukacji można dokonać tylko ewolucyjnie, na drodze oddolnych działań zaczynając od siebie. 

Marcin Korczyc: Zaczynajmy. Co jest warunkiem koniecznym, jeśli myślimy o zmianie? 

A.Sz.: Dużym problemem do pokonania jest zmiana myślenia, a w konsekwencji działania w odniesieniu do opacznego rozumienia odpowiedzialności przez dorosłych bardzo często rozumianej przez nauczyciela, jako konieczności zrealizowania podstawy programowej, rozwiązania określonej liczby zadań, “przerobienia” podręcznika. Na pewno wynika to z utrwalonych przez dziesiątki lat nawyków dostosowania się do spełnienia oczekiwań ewentualnych kontroli i ewaluacji, ale też z przyzwyczajenia i dlatego, że inni tak robią. Tyle, że takie myślenie o edukacji pozbawia bardzo ważnej, a właściwie najważniejszej rzeczy. Pozbawia “patrzenia” na ucznia, jak na człowieka. Pospieszne realizowanie podstawy programowej, ciągłe “mierzenie”, wystawianie bardzo dużej ilości stopni, nie pozwala na utrwalenie wiedzy, na stosowanie podstawowych zasad efektywnej nauki, a koszty ponoszą uczniowie, ale także nauczycielki i nauczyciele, którzy coraz częściej nie widzą oczekiwanych przez siebie rezultatów swojej pracy. Marnują czas na bycie “policjantami” i “detektywami”, na rozliczanie, na dostosowanie się do szczegółowo ustalonych zasad kosztem nauki, czyli procesu, który by był efektywny, musi być procesem wspartym współpracą z mózgiem człowieka, a nie z buchalterią szkoły “na wyścigach”. 

ZOBACZ – Budząca się szkoła. Marzena Żylińska rozmawia z Anną Szulc

Inną przyczyną trudności w podejściu do koniecznych zmiana jest to, że przez lata nauczyciele dostawali “do ręki” gotowe wytyczne, co mają zrealizować, z czego będą rozliczani, co podlega ewaluacji, itd. 

I.I.: Co, Twoim zdaniem, byłoby ułatwieniem w tej niełatwej drodze pójścia “pod prąd”?

A.Sz.: Uważam, że jeśli polski nauczyciel, podobnie jak polski uczeń, zamiast porównań i krytyki, poczucia strachu i braku bezpieczeństwa, będzie miał wsparcie, możliwość popełnienia błędu, uczenia się na nim, a do tego wszyscy będą respektować mądre prawo oświatowe, to zrobienie pierwszego i następnych kroków w kierunku zmian jest możliwe. Z ogromną szansą powodzenia. Życzliwe, koleżeńskie podejście do zmian  uczennic, uczniów, rodziców i nauczycieli ułatwiłoby pozbycie się przez lata powielanych i niewspierających ucznia, ani nauczyciela metod. To kwestia przyzwyczajeń i stereotypów, które budują mury, a nie mosty w relacji  uczeń – nauczyciel, co jest zasadniczym powodem wielu problemów, konfliktów i ich eskalacji.

M.K.: Ile lat zajęło Tobie dojście do tego punktu w myśleniu?

A.Sz.: Moja droga transformacji trwa ponad szesnaście lat. Wiem, jak trudno wyzbyć się nawyków, tym bardziej, kiedy prawie wszyscy je stosują. Wiem także, że niełatwo “pójść pod prąd”. Ile po drodze rodzi się pytań i wątpliwości, jak bardzo potrzeba poczucia bezpieczeństwa, pewności i wiary w powodzenie? Dlatego chętnie dzielę się swoim doświadczeniem, wspieram nauczycielki i nauczycieli oraz rodziców, bo im też nie jest łatwo odnaleźć się w tym, co będzie dobre dla  dzieci. Przez wiele miesięcy przed pandemią prowadziłam comiesięczne, całodniowe zajęcia dla nauczycieli z Polski w ramach wizyt studyjnych. Była to dobra sposobność do obserwacji, jak w praktyce wygląda to, co wypracowałam. Można było porozmawiać z moimi uczennicami i uczniami, dopytać o to, co budziło wątpliwości, co nie było oczywiste. Efektem tych spotkań jest już spora grupa nauczycielek i nauczycieli, którzy wykonali pierwszy krok i w swoim tempie, ale skutecznie podejmują kolejne kroki.  

NATULI dzieci są ważne : Nauka zdalna – rozmowa z Anną Szulc

M.K.: Obecny kryzys szkoły to znacznie więcej niż trudny powrót do pracy po pandemii, czy konsekwencje strajku nauczycieli, co nazbyt często podkreślają kolejni ministrowie. Oba te wydarzenia uwypukliły wszystko to, co wiemy od dawna – priorytety w polskiej szkole stoją na głowie.

A.Sz.: Paradoksalnie, ostatni rok dał możliwość przyjrzenia się, jak bardzo polska szkoła nie jest dostosowana do czasów współczesnych, a co dopiero, do czasów przyszłych. Kryzys szkoły, w mojej ocenie, dopiero przed nami. Po okresie izolacji już prawie nic nie będzie takie samo, a skutki niedostosowania szkoły poniosą wszyscy. Chyba, że w porę rozpocznie się działania mające na celu zmianę szkolnej rzeczywistości. Przede wszystkim dopracuje się  prawo oświatowe i zadba, by było respektowane. Trzeba skorzystać z wypracowanych i funkcjonujących przykładów oddolnych zmian, których twórcami są nauczyciele, bo tylko takie zmiany, właśnie oddolne, w moim przekonaniu, mają szansę powodzenia. Ważne jest też wsparcie, zarówno uczennic i uczniów, jak również nauczycielek i nauczycieli, które “naprowadzi” polską szkołę na drogę efektywnej, przyjaznej i wspierającej edukacji. Polskiej szkole potrzeba też zmian metod kształcenia i myślenia o jego celach. Na głowie stoi edukacja, która jest odtwarzaniem wiedzy, a jej celem nauczanie, a nie uczenie się, jest ocena, która jest podstawą szacowania, kto jest “lepszy” od innych, zdolniejszy. Paradoks polega też na tym, że nawet w obecnym systemie niemal wszystko jest możliwe. Dlatego warto świadczyć własnym przykładem, że w obecnym systemie prawnym możliwa jest zmiana podejścia do wielu utartych schematów i procedur. Warto pokazywać ludziom, że mimo skomplikowanego prawa, od lat powielanych nawyków, szkoła może być dla ucznia z uznaniem też w niej roli dla  rodzica.  

I.I.: Od kiedy Anna Szulc wiedziała, że będzie nauczycielką?

A.Sz.: Od zawsze! To był mój zawód, chociaż, jako dziecko nie wiedziałam jakiego przedmiotu chciałabym uczyć. A ostatecznie wybierałam między matematyką i językiem polskim. Powiem więcej, gdyby przyszło mi jeszcze raz zawód wybierać, wybrałabym ten sam bez chwili wahania. 

I.I.: Czego nauczyłaś się od swoich uczennic i uczniów?

A.Sz.: Najpierw sama zaczęłam się uczyć.  Pokory wobec zawodu i dostrzegania w uczniu człowieka. Mam świadomość, że to, co oferuję swoim podopiecznym, jest efektem mojej fascynacji matematyką, dlatego uczę się od moich uczniów głównie o nich. O tym, kim są, czego potrzebują? Wszystko, aby ułatwić im naukę niełatwego przedmiotu, jakim jest matematyka. Poznaję powody i motywacje ich zachowań, zainteresowań i niepowodzeń. Doceniam, wspieram i zapraszam do współpracy. Kiedy patrzę na nich, jak pokonują swoje słabości, wiem, że ja także potrafię. Uczę się wygrywać sama ze sobą i z każdego doświadczenia czerpać naukę. Jest to bardzo ważna umiejętność w drodze do nowej szkoły, kiedy trzeba dużo determinacji, konsekwencji i umiejętności wspierania samej siebie. Nie bez znaczenia jest wsparcie moich uczennic i uczniów dla mnie, chociażby w nauce obsługi platformy, na której z dnia na dzień trzeba było nauczyć się pracować. Ale też nie byłoby mnie w tym miejscu, w którym jestem, gdyby nie moje uczennice i uczniowie. To oni pomagali mi i pomagają torować drogę NOWEJ SZKOŁY.

M.K.: Na ile, w tak dramatycznie sformalizowanym systemie, który replikuje kolejne procedury, regulaminy i utarte schematy, możliwe jest zadbanie o relację od podstaw, odwrócenie paradygmatu naszej szkoły, która w mniejszym stopniu dba o dobrostan uczestników procesu, w większym o ich siłowe formatowanie?  

A.Sz.: To dobre pytanie, ponieważ nawet sceptycy już widzą, że szkoła nie gwarantuje równowagi psychicznej. Bez niej sobie nie poradzimy w przyszłości. Ja w mojej pracy od wielu lat uczę, wychowuję, koncentrując się na rozmowie – relacji. Tymczasem standardowa szkoła żywi się nierównowagą sił. Walką o racje, najczęściej silniejszego, czyli dorosłego. Kiedy ważne są racje – dzieci przestają być ważne. One zawsze są na przegranej pozycji, bo my, dorośli wiemy lepiej od nich, czego potrzebują. To jest największe wyzwanie polskiej szkoły, widzieć w dziecku człowieka i traktować je po ludzku, z  troską, odpowiedzialnością, ucząc empatii i odpowiedzialności. Co do sformalizowanego systemu, jestem zdania, że wbrew dość powszechnej opinii, zawód nauczyciela jest zawodem wolnym i bardzo wiele można zrobić na rzecz poprawy warunków uczenia się uczennic i uczniów bez zmian systemu. Wystarczy być refleksyjnym, odważnym i konsekwentnym. Wystarczy zastanowić się, czy chciałabym/chciałbym doświadczać sama/sam toego co oferuję swoim uczennicom i uczniom. Tyle, że nie jest to łatwe, bo dorośli mają prawo decydowania o niedorosłych. Widzą ich z własnej perspektywy, często w oparciu o własne doświadczenia ze szkołą.

I.I.: „Nowa Szkoła” to bardzo praktyczny poradnik. Nie wszystkie z tych rad będą łatwe do przepracowania przez nas samych. Jak przekonać tych, którzy skutecznie okopali się we własnej, pruskiej strefie komfortu?

A.Sz.: Zrozumieją najpierw ci, którzy tego zrozumienia poszukują, potrzebują. Nikogo, również uczniów, niczego nie można nauczyć wbrew ich woli. Rolą liderek i liderów jest potwierdzać własnym doświadczeniem i praktyką, a skorzysta, kto chce, kto widzi przydatność tego, co się mu oferuje. My, pionierki i pionierzy zmian, także kiedyś doszliśmy do tej pruskiej ściany i znaleźliśmy w sobie siłę, aby się o nią nie rozbić, tylko spokojnie rozkruszyć mury. Także, a właściwie przede wszystkim w sobie. Moja książka jest zarówno dla tych, którzy już wiedzą, że stoją przed ścianą i szukają nowej drogi, jak i dla tych, którzy myślą, że nic nie można zrobić, zmienić. Trzeba tylko chcieć po nią sięgnąć i skorzystać.

M.K.: Jaka będzie ta Nowa Szkoła? Czy to będzie przestrzeń dla szczęśliwych ludzi?

A.Sz.: Rozwój szkoły to nie tylko rozwój i postęp człowieka lub jego brak. To także rozwój i postęp lub brak rozwoju i postępu społecznego. Skutki niedoborów ponosimy wszyscy jako ludzie, jako naród. Przez tysiące lat dobrostan ludzi budowano na różne sposoby. Bardzo często była to walka, przemoc, przekonywanie do swoich racji i pomysłów. To, co obserwujemy w szkole, ale też w życiu społecznym, jest pokłosiem zachowań nieempatycznych, wykorzystujących siłę, pozycję, władzę, narzucających innym swoje przekonania i nieprzebieranie w środkach, mających na celu przekonywanie innych o swojej racji. Przestrzeń ludzi szczęśliwych to przestrzeń empatycznych zachowań. Zarówno w odniesieniu do siebie samych, jak i do innych. Dlatego polska szkoła potrzebuje zmiany, szczególnie w odniesieniu do celów kształcenia. Potrzebujemy szkoły wspierającej człowieka, a nie zmuszającej do odtwarzania i zaliczania pamięciowo przyswojonej wiedzy. Potrzebujemy edukacji zgodnej z naturalną potrzebą człowieka do bycia spełnionym, szczęśliwym, mającym możliwość osiągania sukcesu na miarę swoich możliwości i zainteresowań. Potrzebujemy szkoły, w której błąd traktowany jest jako szansa, jako naturalny etap zdobywania wiedzy, a nie powód do krytyki, wytykania i porównań. Potrzebujemy szkoły otwartej na potrzeby, a nie szkoły zakazów, nakazów. Szkoły, w której ocena jest informacją wspierającą, a nie krytykującą. Potrzebujemy w szkole przestrzeni na rozwój w oparciu o zainteresowania, talenty. Potrzebujemy edukacji, w której nie ma rankingów, porównań i wątpliwych “zachęt” do nauki w postaci niedostatecznych ocen, nagród i kar.

I.I.: Załóżmy, że masz moc sprawczą do przeprowadzenia trzech, systemowych zmian w systemie edukacji? Od czego zaczniemy?

A.Sz.: Dopracowujemy prawo i powszechnie je respektujemy. Porzucamy przyzwyczajenia i stereotypy na rzecz edukacji przyjaznej uczennicom, uczniom, nauczycielkom, nauczycielom i rodzicom. Po drugie, odwołujemy egzaminy. Przechodzimy w tryb nauki empatycznej. Uczymy w szkole komunikacji interpersonalnej i zasad budowania relacji. Postęp mierzymy przyrostem wiedzy, a nie oceną – stopniem. Wprowadzamy zasady edukacji opartej na talentach, predyspozycjach i wspólnej odpowiedzialności za proces uczenia się. Korzystamy z narzędzi wspierających procesy zdobywania wiedzy. To zaskakujące, ale większość nauczycielek i nauczycieli, a także rodziców zupełnie nie wierzy, że młodzi chcą być odpowiedzialni za siebie, za swoją naukę. I wreszcie, organizujemy realne wsparcie dla uczennic i uczniów, nauczycielek i nauczycieli, stawiamy na liderki i liderów. Likwidujemy także permanentną kontrolę w systemie. Strach przed kontrolą paraliżuje nas wszystkich. 

Myślę, że na początek te zmiany zupełnie wystarczą. Pamiętajmy jednak – nie można zmienić szkoły od góry! Zmiana jest w nas.   

M.K.: Ocenoza – co z tym zrobimy?

A.Sz.: Nie przejmujemy się zbytnio i spokojnie wprowadzamy reset myślenia o stopniach jako celu uczenia się. Tłumaczymy: uczennicom, uczniom, rodzicom, koleżankom i kolegom po fachu. Relacje! Edukacja to relacja, to uczenie się od siebie. Jak w realnym życiu. Uczenie się jest nieodłącznym procesem. Warto, aby był to proces budujący, wspierający, dający możliwość progresu. A jest on tym większy, im częściej w procesie nauki motywuje się uczniów, wspiera, docenia. Ważne jest, by motywacją do starań było zainteresowanie, zaangażowanie wynikające z motywacji wewnętrznej, a nie z potrzeby otrzymania oceny – stopnia. Uczenie się dla stopni pozbawia proces zdobywania wiedzy wielu walorów. Nie wspiera ciekawości, potrzeby odkrywania, kreatywności, ale też bycia w relacji z innymi. Oceny to zły nawyk. Paradoks polega na tym, że prawo nie wymaga ocen w formie, do której wszyscy się przyzwyczailiśmy. Robimy tak, jak wszyscy, od zawsze, bez refleksji. Przekroczenie granicy komfortu uwalnia wszystkie strony procesu i w klasie rozpoczyna się magia.

Alternatywy dla oceniania. W jaki sposób weryfikować rozwój i postęp uczniów?

I.I.: Kiedy kolejna książka?

A.Sz.: Obawiam się, że na jednej się nie skończy. Pracuję wstępnie nad serią praktycznych, interaktywnych  poradników. Uczę się, jak pogodzić wszystkie moje obowiązki (a mam ich naprawdę sporo), by podjąć wyzwanie. Myślę, że potrzeba takich książek.

I.I.: Co właściwie jest po drugiej stronie lustra? Tam, gdzie uczennice i uczniów nie poddaje się presji ocen, nie skłania do rywalizacji, a nauczyciel/ka staje się świadkiem rozwoju uczennicy lub ucznia, czułym przewodnikiem?

A.Sz.: Prof. Diamond – twórczyni nowoczesnej neurobiologii, udowodniła, że mózg nie jest zdeterminowany przez genetykę, tylko ulega wpływom środowiska. Naukowczyni wspólnie z zespołem ustaliła pięć standardów, wśród których znalazła się też miłość, inaczej relacje, dobra komunikacja, poczucie więzi, bezpieczeństwa, zaufania i współodpowiedzialności. W szkole przyszłości powinniśmy to wziąć pod uwagę. Uczennice i uczniowie w przyjaznych warunkach efektywniej się uczą, a właściwie, dopiero wtedy się uczą, czyli są w procesie a nie w matriksie ZZZ. Pamiętacie Nelly Bly? Reporterkę? Żyła w XIX w. Udawała obłąkaną, by dostać się do domu wariatów i opisać jak traktowano tam kobiety. Jak ktoś się dostał do takiego zakładu trudno mu było z niego wyjść. W zasadzie nikt tam nie pracował po to, by kobiety tam trafiające wyleczyć. Nikt nie traktował ich z godnością, serdecznością. Część z tych kobiet trafiła tam, bo np. mąż chciał się pozbyć żony albo kobieta mówiła tylko po niemiecku i nikt jej nie rozumiał, inna była niewygodna, kolejna była po prostu delikatna i wrażliwa. I kobiety z prawdziwymi zaburzeniami i te bez nich traktowano tak samo – złośliwie, bez jakiejkolwiek empatii. Trochę to przypomina nasz system edukacji. W poradni wydaje się diagnozy i tak naprawdę uważa się, że problem jest załatwiony, bo jest papier, który daje klasyfikację, “ułatwia”. Pytanie, co ułatwia, jeśli dziecko nie ma wsparcia, nie ma szansy na sukces na miarę swoich możliwości, a klasyfikacja często tym bardziej nie ułatwia funkcjonowania w grupie? Człowiek “inny”, to nie powód, by traktować go inaczej, a tym bardziej nieżyczliwie. Właśnie taki człowiek potrzebuje tym bardziej wsparcia, życzliwości, empatii i ludzkiego traktowania. 

M.K.: Wiele nauczycielek i nauczycieli próbujących wejść na ścieżkę, w której dominuje refleksja nad metodami czy formami uczenia, próbujących wprowadzać zmiany w swojej rzeczywistości szkolnej boryka się z osamotnieniem i niezrozumieniem. Nie tylko ze strony dyrekcji, ale także kolegów i koleżanek, uczennic lub uczniów, czy rodziców. Pamiętasz, co Tobie sprawiało  największe trudności? Co mogłoby pomóc osobom wprowadzającym zmiany? Gdzie szukałaś wsparcia?

A.Sz.: Siedemnaście lat temu podjęłam pierwsze kroki swojej transformacji i pierwsze, co zrozumiałam, to znaczenie komunikacji i porozumienia bez przemocy, które jest kluczem do dobrych relacji z sobą i z innymi ludźmi. To, co stopniowo zmieniałam, było intuicyjne, było efektem refleksji i doświadczeń nauczycielki z wieloletnim stażem pracy już wtedy i rodzica dorastających dzieci. Pójście “pod prąd” raczej zawsze jest obarczone ryzykiem, również brakiem akceptacji otoczenia, w tym przypadku, koleżanek i kolegów, ale też uczniów, ich rodziców. Pomocną w pokonywaniu tych trudności jest umiejętność rozumienia zasad języka NVC, który oparty jest na potrzebach z uznaniem uczuć i emocji. Skupienie się na potrzebie zachowania strefy komfortu koleżanek i kolegów, dbałość i troska o swoje dzieci, rodziców oraz nawyki i przyzwyczajenia uczennic i uczniów pozwoliły mi na bycie w procesie. Przede wszystkim nie oczekiwałam, że inni będą podzielać moje zainteresowanie wiedzą, wspierającą moje działania, będą stosować metody, które wprowadzałam. Ale też życzliwie wspomagałam i wspomagam tych, którzy są zainteresowani. 

I.I.: Chcesz powiedzieć, że nie było momentów trudnych? Nie uwierzymy, że było tak kolorowo. 

A.Sz.: Dość trudnym doświadczeniem była premiera mojej książki, która zbiegła się z czasem strajku nauczycieli. Czułam, że mogłam być odbierana jako niekoleżeńska, bo w czasie, kiedy nauczycielki i nauczyciele chcieli zwrócić uwagę Polaków na docenienie ich pracy, ja w mojej książce zachęcałam moje koleżanki i kolegów do zmian, począwszy od samego siebie. Oczywiście, nie było to zamierzone. Książkę pisałam przez rok i nikt nie przewidział, że wtedy, gdy będzie wydana, dojdzie do strajku. Co do uczennic i uczniów, nie zawsze było łatwo, szczególnie wtedy, gdy uczennica czy uczeń oczekiwali metod, które znali. Uczę młodzież, która do liceum przychodzi z nawykami, przyzwyczajeniami i oczekiwaniami możliwości stosowania strategii, które wcześniej z powodzeniem były stosowane, by osiągnąć cel. Dość często jest to cel, który w polskiej szkole ma szczególne znaczenie – ocena, stopień. Szczególnie to jest ważne wtedy, gdy cel osiągano i uzyskiwano na przykład za wysokie notowania w rankingach, czy jakieś inne wyróżnienia. Dotyczy to również oczekiwań rodziców i co się z tym wiąże, presją na dzieciach, które chcą oczekiwania rodziców spełniać. W niełatwej drodze moich zmian doświadczyłam różnych reakcji, na to co robiłam. Myślę, że miałam i mam szczęście działać we współpracy z moją dyrekcją. To, co ja oferuję swoim uczennicom, uczniom jest prostym przełożeniem mojego doświadczenia współpracy z przełożonymi. Wsparciem dla moich działań zawsze było i jest zaufanie dyrektora, dawanie przestrzeni do wdrażania własnych pomysłów i wiara, że odpowiedzialnie podejmuję kolejne kroki zmian. Na sobie mogłam doświadczać, co to znaczy mieć zaufanie i wsparcie, co to znaczy być odpowiedzialnym i mieć poczucie, że nie można zawieść nikogo, nie tylko dyrekcji. Przede wszystkim miałam przekonanie, że kosztów nieodpowiedzialnych decyzji nie mogą ponosić uczennice i uczniowie. Dziś bardzo chętnie dzielę się swoim doświadczeniem, wspieram w niełatwej drodze i wierzę, że tylko takie działania mają sens. Na pewno nie krytykowanie, oczekiwanie działań od innych, oczekiwanie, że inni powiedzą, jak to zrobić i wezmą za to odpowiedzialność. 

Wystrój sali 205  w I LO w Zduńskiej Woli

I.I.: Marshall Rosenberg pisze w “Porozumieniu bez przemocy”, że język żyrafy pomaga rozwiązać wiele konfliktów, my używamy częściej języka szakala. Jednak nikt nauczycielek i nauczycieli nie uczył jak rozwiązywać konflikty? Jak reagować w trudnych sytuacjach? Jak według Ciebie powinna wyglądać droga, by móc wykonywać ten zawód?

A.Sz.: Drogą naprawy polskiej szkoły jest zawrócenie z drogi nieempatycznych zachowań. Nauczycielki i nauczyciele pracujący i ci, którzy przygotowują się do wykonywania tego zawodu,  mają szansę i możliwość dokonywania zmian i tworzenia warsztatu pracy tylko wtedy, gdy zaczną od poznania języka życzliwej komunikacji. Dla mnie jest to język NVC Marshalla Rosenberga, którego poznanie i umiejętność stosowania stworzyło nową rzeczywistość w moim życiu, nie tylko zawodowym. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo warto znać zasady wspierającej komunikacji, jak wiele trudnych spraw można rozwiązać, jeśli umiemy mówić, by być usłyszanym i słuchać, by rozumieć innych. W szkole bez znajomości języka komunikacji, nie ma możliwości dokonania skutecznych zmian. Zwłaszcza teraz, po pandemii, nadarza się dobra okazja, by tego dokonać. Pracę zespołu zaczynam od budowania relacji, świetnie robią wyjazdy integracyjne. To się opłaca, bo kiedy uczniowie nauczą się współpracować, działają sprawniej i chętnie włączają się w proces skutecznych dostosowań. Nauczyciel powinien być osobą, do której można mieć zaufanie, a dopiero potem przedmiotowcem. I albo przyszli nauczyciele będą umieli budować relacje, albo, jestem zdania, że lepiej byłoby, aby szukali dla siebie innego zawodu. Dobrej, wspierającej edukacji potrzebujemy od dziś, to jest szansa dla nas wszystkich. Na ścianie w mojej klasie jest namalowana ściąga z zasad porozumiewania się bez przemocy. To pomaga nam się uczyć języka, ale też korzystać wtedy, gdy nadarza się okazja, by porozmawiać o jakiejś niełatwej sytuacji lub problemie, który należy rozwiązać.

M.K.; Jak ustalacie te zasady?

A.Sz.: Zasady współpracy ustalamy na początku wspólnie. Uczniowie wiedzą, jak bardzo zależy mi na dobrych relacjach, na współpracy, wzajemnym szacunku i zaufaniu. O tym mówi plakat, który jest moim “PZO”. Plakat po przeczytaniu mojej książki stworzyła nauczycielka języka polskiego z Warszawy, Natalia Boszczyk. Treść ostateczną plakatu wypracowałyśmy wspólnie. Język NVC wspomaga nas również w kontaktach z rodzicami. 

Od wielu już lat spotkania z rodzicami są spotkaniami trójstronnymi. To ograniczyło przypadki, które zdarzały się, kiedy rozmowa z rodzicem o uczniu odbywała się bez jego obecności. Informacje przekazywanie rodzicowi przez ucznia, ze świadomością braku możliwości konfrontacji, zbyt często przerzucają na nauczyciela odpowiedzialność za niepowodzenia ucznia. Trudno zatem się dziwić, że rodzic informowany przez dziecko o “niesprawiedliwych” zachowaniach nauczycielki czy nauczyciela, przychodzi do szkoły “szukać” sprawiedliwości dla swojego dziecka. Jeśli, na domiar złego, zarówno rodzic, jak i nauczycielka czy nauczyciel nie porozumiewają się w empatycznym języku, bywa, że sprawy bardzo się komplikują. Natomiast moja rozmowa z zaproszonym rodzicem, w obecności jego dziecka zawsze zaczyna się od pogratulowania rodzicowi syna/córki, u której/którego cenię sobie, …(tu wymieniam, co najmniej trzy walory wynikające z obserwacji uczennicy/ucznia). Następnie tak prowadzę rozmowę, że uczennica bądź uczeń sam/a nas informuje o powodzie, dla którego się spotykamy. Robimy to, aby uczennicę czy ucznia wesprzeć, by powiedzieć mu, że w niego wierzymy, że może na nas liczyć. Już kilka razy w czasie tych spotkań zdarzało się, że rodzic płakał i mówił mi, że nigdy nikt tak nie mówił o jego dziecku. Sama jestem matką i wiem, że żaden rodzic nie chce przychodzić do szkoły po to, aby dowiedzieć się, że wychował “niegrzeczne” dziecko. Tym bardziej nie chce domyślać się w podtekście, że nie jest odpowiedzialnym i wywiązującym się poporawnie ze swoich zadań rodzicem. Dziś wiem, że bardzo wiele trudnych sytuacji i konfliktów w szkole jest efektem braku umiejętności komunikacji, ale też brakiem kompetencji w bardzo ważnej dziedzinie – mediacyjnym sposobie rozwiązywania problemów. Tego właśnie uczy język NVC. 

I.I.: Wraz z Dopamina Lab, Stowarzyszeniem Rodziców z Dąbrowy Górniczej wybieracie się do Senatu, organizujecie sieć wsparcia dla nauczycielek i nauczycieli. 

Ze względu na ograniczone możliwości innych form wsparcia faktycznie całą sobą wraz ze Stowarzyszeniem Dopamina Lab zaangażowałam się w budowę SIECI EMPATYCZNEGO WSPARCIA dla liderek i liderów edukacji. Skala zainteresowania jest bardzo duża. Jest to wsparcie w grupach przedmiotowych, ale też w grupie pedagogów i psychologów, nauczycieli wyższych uczelni, dyrektorów i rodziców. Zachęcamy do skorzystania.

Jeśli chodzi o Senat, to jestem zdania, że w sprawach polskiej szkoły nie może mieć znaczenia pogląd polityczny. Edukacja jest sprawą ponadpartyjną, ponad wszelkimi podziałami.  W myśl mojego motta, które wymyśliłam i powiesiłam w klasie.  

Dlatego cel, który nam przyświeca, to zainteresować i wspomóc instytucje, które mają wpływ na to, jaka ma być polska szkoła. Do współpracy zaprosiła nas pani senator Joanna Sekuła, która w Senacie jest członkinią Komisji Nauki, Edukacji i Sportu oraz  Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. W czasie roboczego spotkania z panią senator ustaliliśmy, że celem naszych spotkań będzie wskazanie powodów koniecznych zmian w polskiej szkole oraz przykładów sprawdzonych rozwiązań, które pozwolą na dostosowanie warunków uczenia się uczennic i uczniów oraz pracy nauczyciela do realiów współczesnych. Ze swojej strony na pewno zadbam o dobrą przestrzeń do dobrej rozmowy o edukacji. Liczymy na to samo ze strony Senatu, a także innych przedstawicieli władz wszystkich szczebli.  Chcemy na Forum Dla Edukacji pomóc budować Szkołę Przyszłości i zadbać o przyszłość szkoły. Chcemy podzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą. Wierzymy w powodzenie tego przedsięwzięcia i chyba wszyscy mamy takie poczucie, że bez rozmowy z politykami nie uda się nam dokonać istotnych zmian w systemie.

M.K.: Plany na ten rok?

Aktualnie jestem zaangażowana w otwarcie autorskiej szkoły podstawowej w Jelczu-Laskowicach. To projekt mojej córki i jej męża. Zakładają szkołę jako rodzice, tworzą program, którego celem jest rozwijanie w dzieciach kompetencji niezbędnych do funkcjonowania we współczesnym świecie. Oprócz alternatywnych nurtów edukacji, stawiają na rozwój kompetencji miękkich, naukę języków oraz praktyczne poznawanie świata. W projekt zaangażowanych jest jeszcze dwóch ekspertów: dr Marzena Żylińska i Ewa Radanowicz. Ja dbam o część merytoryczną i pomoc w organizacji spraw formalnych, bo wyzwań przy otwarciu nowej placówki jest mnóstwo, a projekt lada dzień ma ruszyć. Z niecierpliwością czekam na dzień otwarcia! Już dziś mogę uchylić rąbka tajemnicy, że szkoła będzie nosić nazwę Altra.

I.I.: Na jakie pytanie chciałabyś odpowiedzieć na koniec naszej rozmowy? Jakiego pytania nie zadaliśmy? 

Tak na szybko nasunęły mi się dwa. Nie tak dawno zadałam je Szymonowi, studentowi trzeciego roku matematyki stosowanej UŁ w dniu zakończenia miesięcznych praktyk, które u mnie odbywał. Po pierwsze, zapytałam, czym różni się mój warsztat pracy od warsztatu pracy, który stosują inni nauczyciele? Odpowiedział, że to źle zadane pytanie, że powinnam zapytać, co jest takie samo, a odpowiedź brzmi: nic. Zapytałam też, co zrobiło na nim szczególne wrażenie? Odpowiedział, że moje zdanie, które wypowiedziałam w pierwszym tygodniu, przy okazji wypracowywania informacji zwrotnej: Największą sztuką nauczyciela jest nie pokazać uczniowi, że wie on więcej od ucznia.”

Anna Szulc — nauczycielka matematyki, wychowawczyni w I Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli. Mediatorka społeczna, tutorka. Laureatka konkursu Nauczyciel mediator w 2016 r. Pomysłodawczyni i organizatorka Konferencji w Zduńskiej Woli, EMPATYCZNA EDUKACJA – EMPATYCZNA POLSKA. Autorka książki “Nowa szkoła – zmianę edukacji warto zacząć przy tablicy.” W swojej pracy wykorzystuje metodę Porozumienia Bez Przemocy (NVC) oraz badania z dziedziny neurobiologii. Uczestniczka ruchu oddolnych działań „Szkoły w Drodze” mających na celu ulepszenie polskiej edukacji. Prywatnie żona, matka trójki dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *