Zamiast kazać dziecku pisać w zerówce ,, na weekendową pracę domową” może, Drodzy Kochani, przestaniemy się cieszyć, że polskie nauczycielki są takie stanowcze i wymagające już w przedszkolu ? One muszą, bo szkoła przecież czeka na polskie wyniki testów PISA na szczycie wykresu!
Mnie tam wszystko jedno. Chyba wolę zdrowe fizycznie i psychicznie nastolatki w masowych ilościach od szczytujących testami. Po cichutku tu wnoszę :
– Może poprosimy na weekendową pracę domową coś odjechanego – wszystkie weekendy bez telefonu?
Czy to może tylko przejaw chuligańskiej fantazji edukacyjnych freaków na rzecz odciągania dzieci od naprawdę ważnych umiejętności ?
Przecież …
No przecież dzieci muszą (bo chyba co innego mają robić?) pisać i czytać w zerówce, podobnie jak z palcem… na pulsie powinny w zerówce kodować robota, aby chodził po plastikowej macie wte i wewte, a po pobycie w szkolnym przedszkolu czyli w zerówce muszą obowiązkowo grać w kurczaki, minecrafta i robloxa, aby dać spokój rodzicom w czasie rzeczywistym. A to w trosce o nie – przecież potem będą osiągać znaczące sukcesy edukacyjne, zawodowe i rodzinne c’nie?
Tylko, że żaden szanujący się rodzic z Doliny Krzemowej nie pozwala swoim dzieciom zbliżać się do telefonu. I żaden czytaty rodzic nie powinien również piłować dziecka po południu linijkami liter i czytankami – bo chyba to wie, że jeśli dziecko nie polubiło najpierw słuchania tekstów – nie będzie lubiło czytać! Jeśli nie polubiło najpierw swobodnego rysowania i bazgrania – nie polubi liniatury!
Hej! Zastanówmy się jeszcze chwilę nad tymi Rodzicami z Doliny Krzemowej. Dlaczego w sumie nie dają dzieciakom swoich produktów takich super świeżutkich, świetnych ? Dlaczego dyrektorzy firm produkujących napoje energetyczne nie dają dzieciom puszek zamiast śniadania i do rozdania w szkole? Dlaczego pracownicy zakładów produkujących broń nie dzielą się z dziećmi produktami takimi jak Grot 3 i nie pozwalają ich nosić do szkoły?
Niektórzy z najsprytniejszych ludzi na świecie dostali ogromne fortuny za to, żeby nas wszystkich uzależniać – jak najbardziej. Dorośli są świadomi własnego, rażąco długiego czasu spędzanego przed ekranem. I są podwójnie zaniepokojeni o swoje potomstwo. Dziwne? Nie.
Widzą i czują, jak nieprzytomni odrywają się od telefonu, kiedy dzieciak samotnie zdążył obejrzeć wszystkie odcinki jakiegoś głośnego, wulgarnego syfu na dużym ekranie, zagryzając je zimną pizzą i nagle (po 3 godzinach) domaga się gierki na ich ekranie.
Wiele szkół zakazało korzystania z telefonu, martwiąc się o percepcję świata analogowego przez dzieci. Kolejne pójdą w ich ślady. Kampanie takie jak „Dzieciństwo bez telefonu” w przedszkolach, szkołach, instytucjach związanych z kulturą, sztuką zyskują na popularności z dnia na dzień. Ale szkoły to tylko wierzchołek gór lodowych. Trzeba to zrobić W DOMACH.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Można było długo usprawiedliwiać telefony i media społecznościowe w imię bezpieczeństwa lub wygody obiegu informacji, jakby dzieci setki lat pozostawały tępe z powodu braku możliwości niszczenia kurczaków na ekranie lub były ciągle porywane lub znikały tylko dlatego, że nie miały tych urządzeń. Zanim wynaleziono iPhone’a żyliśmy sobie całkiem nieźle mając za TIK trzepaki i chaszcze z tyłu budowy. Niedawno znajoma powiedziała mi, że wreszcie zdecydowała się dać swojemu dziecku smartwatch, który umożliwia tylko rozmowy telefoniczne, ale nie przeglądanie internetu i bez korzystania z mediów społecznościowych, ale z praktyczną funkcją śledzenia rodzicielskiego. Zdecydowała się, kiedy jej samej się to udało. Nie każdy może. Konsekwencją takich a nie innych decyzji będzie narastający podział społeczny między rodzinami z telefonem dla dziecka a tymi, które go nie mają.
Do nierówności społecznych wynikających z warunków społeczno-geograficznych dojdzie możliwość dzieciństwa bez ekranu! Rodzice, którzy mają czas, pieniądze i ochotę, będą płacić każde pieniądze i nalegać na utrzymanie dzieciństwa w jak najbardziej analogowym wymiarze. Będą patrzeć z góry na dzieci z przedszkoli i szkół zwerbowanych do ,,jedynie słusznej wirtualnej ścieżki”.
– Acha to ci z sieci! Brrr…! Jak można tak spieprzyć życie dziecku! I te dzienniki elektroniczne! Zgroza!
Będą patrzeć. Jak ja już patrzę (niestety) na dziecko jedzące kabanosy i Haribo na zdrowe śniadanie, żelki okrzyknięte smakiem radości. Hans Riegel z Bonn nie spodziewał się 100 lat temu, że uda mu się stworzyć coś, co reklamują dziś dorośli w trosce o pomyślny przebieg swojej cukrzycy, przemawiając głosem dzieci. No, ale kiedy ten gość z Bonn wymyślił żelki – dzieci do smaków radości zaliczały jabłka z drzewa, truskawki z krzaczka, lody ze śmietanki i krew z palca obtartego podczas wspinaczki na siódmą gałąź wysokiego drzewa, a żelkowy miś Hansa Riegla tańczył i dlatego nie miał brzuszka!
Co z Rodzicami – tymi, którym jest cholernie trudno odstawić telefon, bo to dla nich jak snus? Cholernie dobrze to sobie wymyślili ci panowie z … Doliny Krzemowej. Wyczerpana brakiem spokoju (czytaj brakiem czasu na długie siedzenie w sieci) większość Rodziców rzuci się na Świnkę Peppę i pozwoli jej z tableta wychowywać maluchy i starszaki. Ale to może być również Cocomelon, Huggy Wuggy, SpongeBob, Pokemony … A co tam.
Dla świętego spokoju …
A potem się im jeszcze dołoży liniatury … dla świętego spokoju oczywiście .
Agnieszka Kuźba – czynna nauczycielka przedszkola i szkoły : przyrody, biologii oraz muzyki i plastyki, ekspertka pedagogiki Reggio Emilia, liderka pedagogiki otwartych drzwi, od 2024 r. prezeska Polskiego Stowarzyszenia Przedszkoli Leśnych, członkini International Play Association, członkini Children Nature Network oraz World OMEP oraz PK OMEP – organów doradczych UNICEF i UNESCO przy ONZ, współautorka profilu absolwenta przedszkola i szkoły podstawowej, projektów nowej podstawy programowej wychowania przedszkolnego i przyrody .

Dodaj komentarz

Verified by MonsterInsights