Sztuczny podział na aktywności dla chłopaków i dla dziewczyn, dyskomfort w szatni i na następnych lekcjach (bo nie ma czasu na prysznic), niepokoje związane z ćwiczeniem w czasie miesiączki, o których się nie rozmawia. Oceny, które dają poczucie bycia gorszą od innych. Brzęcząca w głowie myśl: „sport nie jest dla mnie”. Nadal wiele dziewczynek zmaga się z tym, z czym wcześniej zmagały się ich mamy. Biorą zwolnienia lekarskie i nie ćwiczą w ogóle albo chodzą na dodatkowe płatne zajęcia – i to dopiero na takich zajęciach jest fajnie. Bo może być fajnie. Powinno być fajnie. Na szkolnym WF-ie też!

Przeczytaj także:

Dlaczego warto zawalczyć o to, by szkolny WF sprawiał dziewczynom frajdę?

„nienawidzę wf.
nienawidzę nauczycieli wf.
nienawidzę zawodów.
nienawidzę ciągłego zmuszania mnie do trenowania.
wf to potężne zło” – pisze Mallow.
Odpowiada jej Lamma:
„Mam tak samo.
Na końcu – ja.
Najgorsza – ja.
Psuje grę – ja.
Ale mam na to sposób – zwolnienia lekarskie;P”.
[pisownia zgodna z oryginałem]

To wymiana zdań między dwiema z wielu uczestniczek forum dla nastolatków i nastolatek pod tytułem „WF – Horror” (sąsiaduje z wątkami „WF – jak przetrwać” czy „Chory WF”). Rozmowa jest sprzed dekady, ale nadal paląco aktualna. Może dlatego, że mogłaby się odbyć równie dobrze i dzisiaj – nadal dziewczyny mają mnóstwo niesatysfakcjonujących lub negatywnych doświadczeń z zajęciami ruchowymi w szkole. Rozmowy na ten temat toczą się już jednak raczej w zamkniętych grupach, na komunikatorach, w aplikacjach typu Discord.

Całe szczęście, kiedy w podobnych miejscach szukam współczesnych opowieści o WF-ie, czytam kilka komentarzy o tym, jak czyjeś córki go uwielbiają – jaka ulga, może coś się powoli zmienia! Jednak wciąż bardzo dużo jest opowieści o wstydzie, poczuciu nieadekwatności albo sztucznym podziale na aktywności dla dziewczyn i chłopaków.

Tak jest również za granicą. Brytyjska badaczka nastolatek Hannah L. Spacey ze Swansea University pisze tak: „Złe doświadczenia z WF-em to podzielany fenomen, który łączy kobiety i dziewczynki na przestrzeni pokoleń”.

Wspominamy brak komfortu, bycie wybieraną jako ostatnia do zespołu, brak zgody ze strony prowadzących na wykonywanie tych samych ćwiczeń co chłopcy, wyśmiewanie, poczucie gorszości albo poczucie, że nawet nie ma sensu próbować – wygląda na to, że ten kulturalny fenomen działa na niekorzyść dziewczyn wszędzie na świecie.

Postanowiłam się dowiedzieć, dlaczego tak jest.

„Właściwie jedyny wiek, w którym z relacji rodziców i trenerów (nie ma badań osób w tak młodym wieku) aktywność fizyczna chłopców i dziewczynek jest taka sama (i ilościowo, i jeśli chodzi o specyfikę), to przedszkole i wczesna szkoła podstawowa. Wraz z nabywaniem świadomości płci i wszystkich ich kulturowych oraz społecznych korelatów dziewczynki czerpiące z ruchu przyjemność identyczną jak koledzy zaczynają z różnych powodów czuć się w sporcie nieadekwatnie” – piszą autorki raportu Dziewczęta i kobiety w sporcie.

– WF jest przyjemny, męczący, ale nie za bardzo. Razem z chłopakami gramy w gry. Lubię mafię albo jak obiegamy koło, przygotowanie do szpagatu, na skakance jestem słaba. Jak się poruszam, to się czuję dobrze, tylko czasem rano niefajnie się wstaje – opowiada 7-letnia Jagoda, uczennica szkoły Montessori w Kętach. Za co najbardziej lubi WF? – Za to, że mogę być sobą.

– Jak byłam młodsza, to bardzo lubiłam WF, było dużo zabaw. Teraz mniej – mówi 13-letnia Marta z niepublicznej szkoły w Gliwicach.

Szkolne realia

Do czwartej klasy szkoły podstawowej dziewczyny i chłopcy najczęściej WF mają razem i z reguły go lubią. Na to, że często zaraz potem przestają go lubić, składa się wiele przenikających się nawzajem przyczyn praktycznych, społeczno-kulturowych, związanych z cielesnością i poczuciem wstydu.

Już sama szkolna kultura i logistyka często wywołują u dziewczynek wstyd, o czym pisze Katarzyna Rymarek w poradniku dla nauczycieli WF bez wstydu przygotowanego w ramach akcji „Szkoła z klasą”. Starsze dziewczynki stają się bardziej świadome swojego wyglądu, często nie czują się wtedy dobrze w swoim ciele. Bywają skrępowane przebieraniem się w szatni (dodatkowo to miejsce czasem staje się przestrzenią do wyśmiewania) i strojami, które mają nosić (obcisłe legginsy, luźne bluzki, które mogą się podwinąć w trakcie ćwiczeń). Nie chcą się pocić na WF-ie i zostawać z nieprzyjemnym zapachem na resztę dnia (w wielu szkołach są prysznice, ale jak z nich korzystać, gdy przerwa trwa 5–10 minut?).

Dla nastolatków bardzo ważne jest poczucie kontroli nad wyglądem – zepsuta fryzura lub makijaż mogą okazać się istotną barierą w uczestniczeniu w zajęciach. Równie znacząca pod tym względem może okazać się miesiączka. Dziewczynki boją się plam, tego, że podpaska przecieknie albo ktoś ją zobaczy.

11-letnia Karolina ze szkoły muzycznej w Krakowie nie przyznaje się nauczycielce, że ma okres, bo tylko dwa razy w semestrze może zgłosić „nieprzygotowanie”. Ćwiczy więc normalnie, ale: „to nieprzyjemne uczucie, że leci mi krew, a ja biegam i skaczę. Za każdym razem boję się, że krew przecieknie”.

Zajrzyj do najnowszego 28. numeru magazynu „Kosmos dla dziewczynek”

nr 28 Serca i lajki

ZAMÓW

 

 

 

Z kolei Marta, 13-latka z niepublicznej szkoły w Gliwicach, ma troje nauczycieli WF. Pan od samoobrony jest pod względem miesiączki wyrozumiały, pani na siłowni też. Ale pani od siatkówki i koszykówki Marta nawet miesiączki nie zgłasza, choć zwykle bardzo ją wtedy boli brzuch. – Pewnie powiedziałaby, że przesadzam, ciągle uważa, że szukamy wymówek. Kiedy miałam zdarte kolano i poprosiłam, by pozwoliła mi pójść do toalety zmienić opatrunek, nie zgodziła się, a ja całą lekcję bałam się, że spodnie zakażą ranę.

Bardzo często zajęcia WF-u są dla dziewczyn nudne, monotonne – nauczyciele lub nauczycielki proponują im siatkówkę, koszykówkę, gimnastykę, i na tym koniec. 14-latka z Krakowa zawsze jest rozczarowana, że na WF-ie nie może grać w nogę, bo „piłka nożna to sport dla chłopców”. Dziewczynka jest bramkarką. 13-letnia Marta z kolei najbardziej chciałaby na WF-ie tańczyć, ale jakoś do tej pory nie było okazji. Wiele dziewczyn nie ma w szkole szansy odkryć, że istnieje przyjemna dla nich forma ruchu.

Rywalizacja i ocenianie

Jednak chyba największą barierą jest fakt, że na WF-ie dzieci są oceniane i porównywane – ocenianie w skali 1–6 demotywuje uczniów i uczennice niezależnie od dyscypliny.

Dzieci czują, że to nie ich przewrót w przód jest na tróję, ale one są na tróję. Na WF-ie ocena dotyczy przecież ich cielesności.

Kiedyś Wercia7 na forum napisała tak: „WF nie powinien się liczyć do średniej… Co ja poradzę na to, że jestem słaba?? […]. Wolno biegam, nie umiem grać w siatkę, kosza, w ogóle w nic…”. Na takie wyznanie odpowiedział jej deszcz komentarzy, m.in. Zuzy: „Ja nie lubię wfu tylko dlatego, że nie jestem wysportowana tak jak inne dziewczyny i przeważnie jestem ze wszystkiego najsłabsza. Nie umiem skakać do piasku, rzucać tą beznadziejną kulą itp. A nauczycielka nie patrzy na to, czy się starasz, tylko jak to zaliczyłeś;/ to jest najgorsze;/ bo potem z wfu mam 4. I baba cię porównuje do tej osoby, która ma 6 i jest wysportowana;/ Gdyby patrzyli na to czy się starasz… to luz”.

To wypowiedzi sprzed lat, ale współgrają z tym, co usłyszałam dziś. 11-letnia Karolina z Krakowa mówi tak: „Bez sensu jest dla mnie przede wszystkim, że wymyślane są jakieś kategorie, w których mamy konkurować, a każdy jest na zupełnie innym poziomie. Czasami mamy też oceny przydzielane grupowo – jeśli trafią się w grupie osoby słabsze w danej rzeczy, to wszyscy z grupy dostajemy niską ocenę. Czasem mamy zajęcia z innymi klasami i te grupy są tworzone zupełnie przypadkowo, nie wiesz, z kim jesteś w grupie, nie znamy się. Mnie się to nie podoba”.

Presja wynikająca z rywalizacji i oceniania wyników nie tylko powoduje stres, ale też stopniowo przekłada się na przekonanie, że dziewczynki są beznadziejne w sporcie i nie nadają się do ruchu (sama przez lata żywiłam podobne przekonanie na swój temat). A do tego negatywnie wpływa na ich poczucie własnej wartości, tak istotne przecież dla dorastających nastolatek. Zresztą – dla kogo nie?

Sport nie jest dla dziewczyn?

Kłopot z dziewczynami i WF-em wynika też z tego, że żyjemy w społeczeństwie patriarchalnym, a sport – zarówno profesjonalny, jak i amatorski, jest wciąż zdominowany przez mężczyzn. Jak wskazuje raport Dziewczęta i kobiety w sporcie, jest prawie 10 razy mniej trenerek kobiet niż trenerów mężczyzn i w znakomitej większości dyscyplin mniej zawodniczek w ligach. Kobiety zajmują znikomą liczbę stanowisk kierowniczych we wszelkich związkach sportowych. Męski jest język i sposób sprawowania władzy, przez co kobiety w sporcie są trochę jak mniejszość etniczna w państwie. To męskie ciało jest uznawane za domyślnie lepsze, silniejsze i sprawniejsze. Dzieci wychowują się przez modelowanie, naśladując dorosłych. Wzorce kultury są przekazywane szybko i głęboko – taki świat, jaki dzieci widzą, taki odtwarzają.

A przekazy kulturowe mówią np.: „nie bądź zbyt silna” (zbyt widoczne mięśnie u dziewczynek są niemile widziane), „musisz być rozsądna”, „miej zawsze dobre oceny” (nie wygłupiaj się, bo od tego są chłopcy) – i z kolei, gdy dziewczynki dorosną, słyszą, że dobra matka nie opuszcza dziecka z powodu zawodów czy treningu.

Zatem barier utrudniających dziewczynkom czerpanie przyjemności z lekcji WF-u jest mnóstwo: od zamartwiania się, czy podołają fizycznie, przez przekonania kulturowe, po obawy dotyczące poczucia komfortu. Czasem dochodzą do nich jeszcze bariery absurdalne, np. Karolina z Krakowa dopiero niedawno powiedziała mamie o tym, że na WF musi ściągać okulary. Ma wadę -4 dioptrie, bez okularów nie widzi piłki i czuje się zagubiona. – Wystarczył jeden e-mail ode mnie, że zgadzam się na ich używanie w czasie lekcji, by rozwiązać kłopot. Ale nauczyciele w ogóle o tym nie mówią rodzicom, po prostu nakazują dzieciom zdejmować te okulary, bo jeśli zdarzyłby się wypadek, szkoła zostanie pociągnięta do odpowiedzialności – opowiada mama 11-latki.

Szkolne lekcje WF-u to temat budzący emocje już od lat – doświadczenia kilkunastoletnich dziewczynek i wspomnienia ich matek bywają łudząco podobne. I nie jest to optymistyczna konstatacja. Można powiedzieć – no dobrze, dziewczynki od lat narzekają, ale czy naprawdę jest się czym przejmować? Otóż tak – i warto bliżej przyjrzeć się konsekwencjom tej sytuacji. A potem posłuchać i dziewczynek, i ich nauczycielek – żeby usłyszeć, co jest kluczem do fajnego WF-u.

I o tym będzie mowa w drugiej i trzeciej części naszego minicyklu „Dziewczyny i WF”.

Dlaczego warto zawalczyć o to, by szkolny WF sprawiał dziewczynom frajdę? 

Artykuł publikujemy w ramach partnerstwa z Fundacją ”Kosmos dla dziewczynek”

Bibliografia:

https://theconversation.com/girls-are-being-denied-access-to-certain-sports-in-pe-simply-because-of-their-gender-106471
https://www.szkolazklasa.org.pl/wp-content/uploads/2017/01/wf_bez_wstydu.pdf
https://www.un.org/sport/sites/www.un.org.sport/files/ckfiles/files/UNESCO_Advocacy_Brief_Empowering-Girls_2012_EN.pdf
http://www.imid.med.pl/files/imid/Aktualnosci/Aktualnosci/raport%20HBSC%202018.pdf
http://dziewczynynamedal.pl/wp-content/uploads/2016/07/DziewczetaikobietywsporcieraportPl.pdf
https://krytykapolityczna.pl/kraj/czarnek-dziewczynki-cialo-wyglad/

Maria Hawranek, niezależna reporterka, miłośniczka Ameryki Łacińskiej i bycia w lesie, przewodniczka kąpieli leśnych Mech i wdech. Szuka mądrości i spokoju, a po drodze często się gubi. Autorka książki „Szkoły, do których chce się chodzić” (2020), współautorka książek „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (2016) i „Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju” (2018) oraz projektu Intoamericas.com. Autorka podcastu „Do Ucha”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.