Podczas wakacyjnych porządków znalazłam na strychu dzienniki, które jako dziecko założyłam moim lalkom i misiom. Odkąd pamiętam, bawiłam się w szkołę. Może i górnolotnie to brzmi, ale marzyłam o byciu nauczycielką. 

Wkroczyłam w zawód z pasją i zaangażowaniem. Im trudniej, tym lepiej- powtarzałam samej sobie. Lubiłam rytm dzwonków, tę uporządkowaną powtarzalność, a jednak także unikalność każdej lekcji.  A przede wszystkim ceniłam sobie kontakt z uczniem, który dawał mi szansę bycia częścią długiego i złożonego procesu rozwoju.  Dzień, a właściwie noc, kiedy uświadomiłam sobie, że zdalne nauczanie, mimo wielu wad, bardziej mi odpowiada i nie chcę wracać do „normalnej’ szkoły („normalnej”, bo normalną – w moim odczucie – wcale nie jest), był tym, w którym podjęłam ważne dla mojej przyszłości zawodowej decyzje.

Podczas wakacji spokojnie starałam się zdefiniować to, co najbardziej mnie uwiera, przeraża i dusi w obecnym kształcie edukacji i struktury szkoły w ogóle.  Chciałabym tym zagadnieniom poświęcić pewien cykl, a kolejność omawianych problemów jest przypadkowa. 

Z uwagą czytam posty nauczycielek i nauczycieli na wielu forach, również tych z poradami prawnymi i zauważyłam, że dominująca postawą naszego środowiska jest postawa: „siedź w kącie, a dostrzegą cię” lub „pokorne ciele dwie matki ssie”. Osoby, które zachowują się inaczej, traktowane są jako te, które albo zatraciły instynkt samozachowawczy, albo mają alternatywę w postaci szerokich pleców z parasolem bezpieczeństwa finansowego. Oczywiście imponują nam, też chcielibyśmy otwarcie wyrażać swoje zdanie, ale… ale mamy kredyty, rodzinę na utrzymaniu, współmałżonka bez pracy, dziecko na studiach i milion innych istotnych dla nas powodów.

Czy  jednak nasza bierna postawa, nasze przyzwalające milczenie,  nie jest jednym z fundamentów rzeczywistości, w której wszyscy wokół – od rodziców, dziadków, wujków, cioć i uczniów, poprzez kuratorium, aż do ministerstwa – traktują nas jak niezbyt rozwiniętych umysłowo służących, którzy muszą podlegać nieustannej kontroli?

Przepraszam wszystkich urażonych, ale czy nie jest dziwne, że 35 letni lekarz może samodzielnie przeprowadzić operację mózgu, a nauczyciel nie może samodzielnie decydować o mniej ważnych sprawach? Dlaczego pokornie podnosimy rękę podczas głosowania nad upokarzającym regulaminem dyżurów czy pracy uniemożliwiającej nauczycielkom i nauczycielom korzystanie podczas pracy z toalety? Wczoraj czytałam wpis nauczycielki, której szkole nie wolno podczas przerwy rozmawiać.  Dyrekcja wzywa tam na „dywanik” nauczycieli którzy „poruszają ustami”, co widać na monitoringu. 

Dlaczego w polskiej szkole wciąż panuje system niemalże feudalny? Czy dyrektor i wicedyrektorzy nie powinni zapewniać szkole i uczniom optymalnych warunków do pracy? W środę nauczyciel zostaje poinformowany, że w piątek odbędzie się pasowanie połączone ze świętem patrona i należy zorganizować akademię. I nauczyciel? Pokornie wykonuje polecenie, chociaż wszystko w nim krzyczy, że powinien uczyć, a nie robić wycinankę na tablicę, szukać „chętnych” do występu,, a potem pół nocy szykować montaż słowno-muzyczny.  

Nie mogę pogodzić się z tym, że jako człowiek wykształcony, z doświadczeniem, specjalista z wysokimi kwalifikacjami, w ramach systemu, w jakim pracuję jestem traktowana jak nieudacznik wymagający nieustannej kontroli i bata.  Milczenie to nasz błąd. W tej kwestii nie miał racji mój ulubiony Lew Tołstoj, który napisał, że milczenie jest często najmądrzejszą odpowiedzią, jakiej można udzielić.  

Beata Wermińska

Beata Wermińska

Nauczycielka, autorka programów nauczania do języka polskiego, oraz przedmiotów zawodowych, scenariuszy lekcji muzealnych, wychowania teatralnego i filmowego. Współpracownik Wspierania Edukacji przy Stowarzyszeniu Dolina Lotnicza, kreator zajęć na Politechnice Dziecięcej. Egzaminatorka, autorka zadań i skryptów. Od 15 lat felietonistka Nowego Dziennika w Nowym Yorku. Autorka wierszy, scenariuszy teatralnych i kilku początkowych rozdziałów thrillera kryminalnego, którego akcja rozgrywa się w szkole. Pasjonatka podróży szlakiem zamków i pałaców w Europie. Trochę malarka, trochę wizażystka, trochę niespokojny duch, a przede wszystkim mama Kingi i Maksa oraz 5 kotów i jednego psa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *