„Rasa ludzka jest pełna pasji. I medycyna, prawo, biznes, inżynieria – są to szlachetne zajęcia i niezbędne do utrzymania życia. Ale poezja, piękno, romans, miłość – po to żyjemy.”

Stowarzyszenie Umarłych Poetów

Gra pozorów

Podobnie jak Akademia Weltona oraz rodzice wysyłający tam swoich synów, polski system edukacyjny i duża część społeczeństwa tkwi w świecie pozorów, utrwalonych przekonań, przyzwyczajeń. W szkołach trzymamy się 4 filarów: honoru, tradycji, dyscypliny i doskonałości. Wymagamy bardzo dużo od siebie i od innych. Tu nie ma miejsca dla tych, którzy chcą rozwijać pasje.

Narzekamy na system, ale nic nie jesteśmy w stanie zmienić, bo nie ma z kim o tym rozmawiać. Poddajemy się i przyzwalamy, by ten opresyjny system niszczył uczniów, nauczycieli. Teraz na własnej skórze doświadczają tego rodzice. Dlaczego Welton?

Społeczeństwo lat 50. wierzyło w dobrobyt. Wierzyło, że wystarczy ciężko pracować w okresie młodzieńczym, by zapewnić sobie byt i życie na dobrym poziomie w dorosłości. Jesteśmy przekonani, że czas chodzenia do szkoły to trudny okres, który należy przetrwać. A kiedy czekamy na czyjąś interwencję, nie podejmujemy wysiłku, by próbować to zmienić, toniemy w marazmie. Szkole brakuje życia!

Tkwienie w ramach

Głęboko wierzę, że każdy rodzi się z jakimś talentem. Trudniej go jednak znaleźć, jeśli się nie próbuje, nie doświadcza, nie sprawdza siebie w różnych sytuacjach. 

Czy szkoła jest w stanie rozwinąć potencjał tkwiący w uczniu? Myślę, że tak, o ile wpisuje się on w przedmioty proponowane w szkole. Może się też zdarzyć, że mądry nauczyciel wychwyci to „coś” i wskaże jakąś ścieżkę.

Głównym zadaniem szkoły nie jest jednak szlifowanie diamentów. Uczniowie powinni się mieścić w określonych skalach staninowych, wynikach procentowych. Jeśli znajdą się na wyższym poziomie, to dobrze dla nich i dla szkoły, bo rankingi rosną.

Szkoła lubi oceny, jeśli ranking wskazuje wysoki wynik, egzamin ósmoklasisty, matura zdane są na wysokim poziomie, cieszymy się – my nauczyciele z sukcesu, bo to była przecież ciężka, mozolna praca. Możemy odetchnąć, mogą odetchnąć też uczniowie, świetlana przyszłość przed nimi – z wysokimi notami mogą dostać się do dobrego liceum albo na studia, w których to miejscach również będą liczyły się średnie. W liczbach odbija się jakość nauczania. 

Udawanie

Podobnie jak w Akademii Weltona, oderwanej od świata zewnętrznego, egzystujemy w polskim systemie. Udajemy, że nie ma literatury mogącej wzbudzić emocje odbiorców, odnieść się do problemów współczesnych, tu nie ma miejsca na dyskusje. Dlaczego uczenie się debatowania musi odbywać się poza nurtem głównym?

Szkoła jest jakimś snem, inną rzeczywistością i zamiast uczyć rozwijać swoje zdolności skupia się na wyrównywaniu naszych braków, wciąż czujemy się niedoskonali. Ciągle nie spełniamy czyichś oczekiwań –  my pana ministra, uczniowie naszych. I udajemy, że robimy rzeczy ważne. My nauczyciele mamy misję przeprowadzić rozbitków na szczęśliwy ląd, tylko nie zauważamy, że my tkwimy już dawno pod wodą. 

W filmie „Piękny umysł” w reż. Rona Howarda prawdziwy geniusz matematyczny widzi ludzi, którzy nie istnieją. Ich nie ma, ale to oni kontrolują jego egzystencję. Wierzy im i ufa. Oszukują, zamazują rzeczywisty obraz, a on i tak, słuchając ich, niszczy swoje życie.

Podobnie zachowujemy się my. Od dawna mówi się, że ten system się nie sprawdza, że należy odchudzić podstawę programową, bo swym ciężarem przygniata uczniów i nauczycieli (podczas zdalnego nauczania odczuwają to również rodzice), że szkoła potrzebuje reform. Ale zachowujemy się jak bohaterowie serialu: „Jakoś to będzie”. No chyba nie będzie, bo nie podjęto działań w tym celu. 

Złe oceny

Złych ocen obawiają się uczniowie i uczennice, nauczycielki i nauczyciele, a także dyrektorzy i dyrektorki. Złych ocen bała się sama pani minister, kandydująca na stanowisko posłanki UE, usuwając nieprzychylne wpisy na swej stronie.  Złych notowań boi się również duża część społeczeństwa, a mimo to lubimy oceniać siebie i innych, mamy to we krwi.

Raz ktoś coś zrobi i natychmiast przyklejamy mu łatkę. Dziecko sąsiadki powie nam coś, co nam się nie spodoba, a zaraz myślimy – „Ale ty złośliwa jesteś, tak się nie zachowuje grzeczna dziewczynka”, czasem zdajemy sobie sprawę, że powtarzamy coś, co sami usłyszeliśmy w dzieciństwie.  Odnosimy uwagi do osób, a nie do konkretnego zdarzenia, przytrafia się to i rodzicom, i nauczycielom. A przecież jesteśmy w różnych sytuacjach i nie zawsze tak samo się zachowujemy.

Zarówno nauczyciele, jak i rodzice nie są z uczniami dwadzieścia cztery godziny na dobę. Doszedł jeszcze jeden aspekt, zachowanie w świecie wirtualnym, w którym może być ono zupełnie odmienne. Oceniamy zatem jakiś wycinek rzeczywistości na tej podstawie budujemy sobie wyobrażenie o tej osobie. Wydaje się zatem, że doszliśmy do ściany, bo absurdalne będzie wystawienie oceny z zachowania za drugi semestr, jeśli nie wrócimy do szkoły. Bo na jakiej podstawie to zrobić? Terminowego wysyłania zadań? Połączenia internetowego? A ocena przecież musi być! 

Wysokie piętra

Pozostaje kwestia, dlaczego dobre oceny również nie budują właściwego poczucia wartości. Dlaczego tak wiele osób pięknych, zdolnych, odnoszących sukcesy jest tak głęboko nieszczęśliwych, dlaczego się okaleczają, mają problemy z depresją, zaburzeniami odżywiania. Dlaczego są tak bardzo nieszczęśliwi? Może dlatego, że kiedy słyszymy pochwały, zaczynamy skupiać się na tym, co chcemy usłyszeć, a nie na tym, co robimy, więc spełniamy oczekiwania czyjeś, ale nie swoje.

Wiemy, co musimy zrobić, żeby usłyszeć słowa aprobaty, więc zadowalamy innych i się dostosowujemy. Dochodzi do konfliktu, bo okazuje się, że nasz starannie ułożony wizerunek nie zgadza się z tym, co niesiemy ze sobą w środku. Wielu młodych ludzi, zwłaszcza dziewcząt, perfekcjonistek, które ścigają się w zaspokajaniu oczekiwań, wierzy, że ocena spowoduje zdobycie ich akceptacji jako osoby. Tak się jednak nie dzieje, bo o ile, kiedy zdobywa szóstki, nie czuje dyskomfortu, to jeśli powinie się jej noga i spadnie, wie, że zawiodła. Rodziców, dom i wszystkich świętych. Poza tym jest brzydka, do niczego się nie nadaje, niczego nie potrafi, nikt jej nie zauważa, nie słucha, nikt jej nie lubi. Liczba zrasta się z człowiekiem. Potrafi pociągnąć do działania i zrzucić z wysokiego piętra.

Bojkotowanie siebie

Nie poświęcając czasu na refleksję o sobie, swoich działaniach, ufamy ocenie zewnętrznej. Często zdarza się, że uczniowie, którym zależy na dobrym stopniu, wolą pozostać przy tym, co znają, niż próbować nowych rzeczy. Nie podejmują ryzyka, nie dają sobie prawa do popełnienia błędu.

Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy sami siebie nie uważają za szczególnie mądrych. Tak naprawdę sami siebie zaczynają bojkotować, niszczą swoje głębokie „ja”. Widać to zwłaszcza teraz podczas zdalnego nauczania. 

Kiedy przychodzi kryzys

Przyszedł trudny czas, prawdziwy egzamin tego, jak radzimy sobie z trudnościami, z nauką czy w ogóle sami ze sobą. Ciało pedagogiczne zaczęło się intensywnie szkolić, tworzyć nowe materiały atrakcyjne dla ucznia, przechodzić z librusa i wulkana  na inne platformy, zakładać konta, adresy, telefony, pisze maile, odpowiada na nie, prowadzi lekcje online, sprawdza zadania i nie zauważyło, tylko jednej rzeczy, że znów jest w galopie. I dokąd w tej panice biegnie? A za nim rodzice i uczniowie? Do mety, drodzy Państwo, bo już za moment egzaminy! I ze strachem myśli, co z tym biednym uczniem, który dostanie na egzaminie tekst, którego nie zdążyło omówić. Nauczyciel sobie tego nie będzie mógł wybaczyć, bo wyobraża sobie, że zawali się życie jego ucznia. No tak, ale może wcale nie będzie egzaminu, a może będzie, ale później, ale kiedy? Nie wiadomo. No i co robić? 

„Czasownik krinein z greckiego oznacza rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, sądzić, zaś pochodzący od niego rzeczownik krisis to wybór, rozstrzygnięcie”. [1]  [ Wojciech Szlagura, Rzeczywistość kryzysu – pojęcie, definicje, teorie, dynamika]

A może zatem jest to moment odsiewania ziaren od plew?

Co z ziarnem? Jakiego ziarna brakuje? 

Kryzys wybudził nas ze snu, w stanie zwolnienia zaczynamy się przyglądać, kim jesteśmy. Są osoby, wśród nich także uczniowie, którzy widzą w tym trudnym okresie również pozytywy, spędzanie czasu z rodziną, wspólne gotowanie, zabawę z psem czy kotem, czas na realizację pasji, więcej czasu dla siebie. Doceniają, że mogą pracować, tak jak chcą, samodzielnie, zaplanować sobie tryb nauki i dostrzegają, że nauka może sprawiać przyjemność, pod warunkiem, że nie jest jej za dużo i przystaje do ich możliwości. 

Co by się stało, gdyby ministerstwo raz zaufało nauczycielkom i nauczycielom, i pozwoliło  dopasować treści do zaistniałej sytuacji, by móc dzieci i młodzież wesprzeć. Zwolniło ich z realizacji części podstawy programowej, podjęło decyzję w sprawie egzaminów i matur albo je odwołało? Zwolniło z oceniania? Przecież w rzeczywistości nie wiemy, czyją pracę oceniamy. I wreszcie jak ocenić pracę uczniów z niepełnosprawnością, z SPE, pozbawionych możliwości kontaktu najpierw ze społecznością szkolną, a teraz indywidualnego z nauczycielem? Według jakich kategorii ocenić zachowanie? 

Jak by to było, gdyby nauczyciele i uczniowie nie czuli tego napięcia, pozbyli się lęku, wiecznej niepewności? Pewnie byłoby łatwiej, ludzie zaczęliby rozmawiać, poszukiwać nowych możliwości, może naprawdę wszyscy by się czegoś nauczyli.

Inka (Justyna) Ilasz – Nauczycielka języka polskiego, aktorka, przez wiele lat prowadząca „Poranki literackie” dla dzieci w księgarni „Z bajki”, absolwentka Dramowej Akademii Antydyskryminacyjnej, aktywistka edukacyjna, autorka i koordynatorka różnego rodzaju projektów edukacyjnych i antydyskryminacyjnych, realizatorka licznych przedstawień z dziećmi i młodzieżą, trenerka  Odysei Umysłu (jej drużyna w 2017 r. zdobyła 11. miejsce na świecie) wychowawczyni, redaktorka Young Face.TV. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Prezydenta Miasta Poznania, członkini rady fundacji Ja, Nauczyciel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *