Niejedna tęga głowa próbowała rozwikłać zagadkę Kapelusznika. Tymczasem być może znajduje się ona całkiem blisko – w Dziedzince, leśniczówce, w której mieszkała odważna i wytrwała kobieta, która zeszła z udeptanej ścieżki.

A ponieważ potrafiła porozumiewać się ze zwierzętami jak nikt inny, niektórzy nazywali ją “czarownicą”. Sama uznawała siebie za zoopsychologa. Wiedziała, że porozumiewać można się nie tylko za pomocą słów. Swoje obserwacje spisywała na biurku, siedząc  w towarzystwie kruka, rysia i dzika.  Stąd moje skojarzenie z “Alicją w Krainie Czarów”. Z jej książek i publikacji możemy nauczyć się miłości do przyrody, o której często zapominamy, goniąc za, wydawałoby się, ważniejszymi sprawami. Jednak w edukacji nie ma spraw ważniejszych niż nauka, jak być dobrym człowiekiem i jak dbać o przyrodę, by przyszłe pokolenia ludzi, zwierząt i roślin mogły egzystować. Jak w tym kontekście komentować plany budowy muru wysokiego na 5,5 metra i długości 186 kilometrów, który przetnie delikatne ekosystemy, w tym Puszczę Białowieską, która znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Byłam na Podlasiu kilka lat temu. Tam dzięki opowieściom przewodniczki po rezerwacie, eksploracji terenów, poczułam, że przyroda jest dla mnie ważna. W tej chwili naukowcy ostrzegają przed katastrofą środowiskową. Co my, nauczycielki i nauczyciele, możemy zrobić? Możemy uwrażliwiać i uświadamiać, gdy nie godzimy się ze szkodliwymi decyzjami tych na górze, możemy wyrażać głośno swój sprzeciw, możemy także pokazywać uczniom i uczennicom wzory osób, dla których altruizm nie był pustym słowem. I w tym ostatnim pomógł mi projekt, o którym poniżej.

W tym semestrze klasa 4B ze Szkoły Podstawowej nr 11 wzięła udział w warsztacie “Superbohaterki” przygotowanym przez Fundację Kosmos dla Dziewczynek przeznaczonym dla dzieci w wieku 8 – 12 lat. Można go znaleźć na stronie https://fundacjakosmos.org/superbohaterki/. Dzięki niemu dzieci poznały 11 niezwykłych Polek. O trzech z nich (Konopnickiej, Rutkiewicz i Skłodowskiej-Curie) słyszały wcześniej, o pozostałych, których darmo szukać w podręcznikach, dowiedziały się na zajęciach. Spośród odważnych, silnych i chodzących własnymi drogami kobiet uczennice i uczniowie wybierali patronkę swojej klasy.

Nie wybrali agentki, choć jej życiorys zrobił duże wrażenie, himalaistki, mimo jej odwagi. Także malarka, wynalazczyni, pisarka, kolekcjonerka, aktorka, astronomka, władczyni, chemiczka nie zdobyły największej liczby punktów. W tajnym głosowaniu wygrała Simona Kossak! Podczas zajęć uczniowie żywo reagowali i dzielili się wrażeniami. Dostrzegli nierówność w przekazywaniu wzorców. Bardzo mnie ucieszyło zarówno zaangażowanie chłopców i dziewcząt.

Dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Simonie

Była outsiderką, biolożką, bezgranicznie kochała przyrodę. Mieszkała w leśniczówce Dziedzince w Puszczy Białowieskiej. W jej książce „Serce i pazur. Opowieści o uczuciach zwierząt.” możemy znaleźć historie, które nas, ludzi,  wiele mogą nauczyć o altruizmie, odczuwaniu i okazywaniu współczucia, niesieniu pomocy. Czytamy o tym, jak dorosłe słonie próbowały pomóc dziecku obcego gatunku – małemu nosorożcowi, który ugrzązł w błocie i mimo prób pomocy ze strony matki nie mógł sam się wydostać; o szympansie, który za każdym razem, gdy opiekunka była zmartwiona, pokazywał znakami migowymi słowo „przykro” i doskonale rozumiał, że było mu przykro. Znajdziemy informacje o rannym delfinie, „którego całe stado trzyma nad powierzchnią wody, żeby mógł oddychać”. Autorka pisze: „Zwierzęta te nie żerują w tym czasie, nie pływają, nie chronią się przed wrogami, tylko czuwają przy rannym towarzyszu tak długo, aż wyzdrowieje albo umrze. To samo robią samice delfinów, opiekując się tą, która akurat rodzi. Nie tylko podtrzymują ją na wodzie, ale też dbają, żeby nowo narodzony delfin natychmiast wydostał się na powierzchnię i mógł zaczerpnąć powietrza (jest to przecież ssak).” Odnajdziemy też historie o tym, jak narażając życie, starają się uratować któregoś z towarzyszy. Pisze o wielorybnikach, którzy zabili grindwala. „Ciało wieloryba wypłynęło i unosiło się na wodzie. Po chwili do zabitego towarzysza podpłynęły cztery dorosłe osobniki (mimo że widziały harpunników i wiedziały doskonale, że każdy następny pocisk może w nie trafić). Zaryzykowały własne życie, myśląc, że uratują pobratymcę. Wynurzyły się z wody i przyciskając do siebie głowę zabitego, zanurkowały.” [1]

Podobną lekcję wrażliwości odnalazłam w filmie dokumentalnym Czego nauczyła mnie ośmiornica (ang. My Octopus Teacher) Pippy Ehrlich oraz Jamesa Reeda. Craig Foster, przyrodnik z RPA zanurza się bez butli, z samą maską w morskim lesie i obserwuje przyrodę. Tam napotyka ośmiornicę, w której stara się powoli wzbudzić zaufanie. Schodzi pod wodę przez kolejne sto dni, by się z nią zaprzyjaźnić. Ten film uczy, jak obchodzić się z przyrodą z szacunkiem, w sposób bezinwazyjny. Świetny materiał do wykorzystania na lekcji przyrody, polskiego, godzinie wychowawczej, języka obcego właśnie w połączeniu z postacią Simony Kossak, dla której wszystkie dźwięki wydawane przez istoty żywe były rozmową. To ona przypomina, że poza sygnałami, do których jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni, czyli odbieranych za pomocą słuchu, możemy rozmawiać używając innych kodów. Komunikaty wysyłane poprzez gesty, mimikę, spojrzenia, za pomocą ruchu ciała czy samej jego postawy są również „mową”. Wydaje się, że to truizmy, a jednak jak często o tym pamiętamy w kontakcie z innymi?

Dlaczego warto zaznajomić młodych ludzi z postacią Simony Kossak i jej dokonaniami? 

Odpowiedź jest prosta – młodzież potrzebuje wzorców. Dziewczynki i chłopcy często traktowane są stereotypowo. To od dziewczynek nadal np. częściej wymaga się kulturalnego zachowania, precyzji wykonania, schludnego prowadzenia zeszytu. Oczekuje się od nich, że będą posłuszne. Chłopcy mogą cieszyć się większą wolnością w tym względzie. Szkoda, żeby dziewczynki wychowywane w ten sposób traciły poczucie, że mogą sięgnąć po to, czego pragną, zapominały o swoich potrzebach, marzeniach. Warto, żebyśmy my, dorośli, przyjrzeli się zakorzenionym w nas przekonaniom.

Simona Kossak była kobietą wyjątkową, sprawczą. Pochodziła ze znanej rodziny artystycznej. Liczono, że będzie kontynuowała tradycje malarskie. Nie spełniła tych oczekiwań i wybrała własną drogę. Udowadniała swoim życiem, że nasz los leży w naszych rękach, że trzeba wierzyć, w to, co jest dla nas ważne, kierować się sercem. Została biolożką, profesorką nauk leśnych, popularyzatorką nauki. Dała się poznać przede wszystkim z aktywności na rzecz zachowania resztek naturalnych ekosystemów Polski. W swej działalności naukowej łączyła wiele nurtów współczesnych badań związanych z ochroną przyrody. Interesowała ją szczególnie ekologia behawioralna ssaków łownych i chronionych, bytujących w środowisku leśnym. Zostawiła po sobie ponad 140 oryginalnych opracowań naukowych. Bardziej interesowało ją dobro przyrody niż postęp, nowoczesność, korzyści. Wystarczy przeczytać książki Simony Kossak, by zupełnie inaczej spojrzeć na przemysłową hodowlę zwierząt, przedmiotowe traktowanie i wykorzystywanie ich. Simona pokazywała, że wszyscy jesteśmy mieszkańcami Ziemi i każdemu gatunkowi należy się szacunek, w tej chwili patrząc jak wyrzuca się jej pracę na śmietnik, pewnie przewraca się w grobie. Nie bądźmy obojętni!

[1] Cytaty pochodzą z książki Simony Kossak „Serce i pazur. Opowieści o uczuciach zwierząt.”

1 thought on “Co ma kruk do biureczka?

Dodaj komentarz