Wciąż przybywa różnego typu szkoleń i kursów z zakresu zastosowania sztucznej inteligencji w szkole. Zastanawiam się, co było złego w starej inteligencji, skoro teraz chcemy masowo uczyć sztucznej. Czy nie lepiej jakby same dzieciaki były inteligentne, żeby dysponowały prawdziwą iteligencją?

Jedni na kursach chcą zarobić pieniądze, drudzy chcą być na bieżąco, jeszcze innych wysłała dyrekcja itd. Kiedyś czegoś w szkołach uczyliśmy (choć nie zawsze dobrze). Potem przyszedł czas Learningu – jeśli coś miało być ważne, to musiało być po angielsku. Dalej przyszedł okres e-Learningu – jeśli coś miało być ważne, to musiało być po angielsku i elektronicznie. Dalej przyszedł czas online-Learningu – jeśli coś miało być ważne, to musiało być online. Teraz przyszedł czas AI … no właśnie AI co?

W mojej pracy dydaktycznej na uczelni no co dzień wygląda to tak, że dostaję prace napisane przez AI, których studenci ani nie czytają, ani nie rozumieją, ale oddają jako napisane przez siebie. W pracach cytowani są bądź to autorzy, którzy nie istnieją, bądź to książki, których istniejący autorzy nigdy nie napisali.

Ostatnio przyłapałem kilkoro studentów na tym procederze. Zamiast karać zaprosiłem na egzamin, który miał zweryfikować rzeczywistą wiedzę. Jedna studentka napisała, że ona prosi o „anulowanie” tej pracy, czyli logika była taka, że skoro nie udało się mnie oszukać, to wycofajmy pracę i o wszystkim zapomnijmy. Druga studentka napisała, że ona nie ma teraz czasu na dodatkowe się uczenie, a AI była w jej pracy tylko „promotorem”. Pozostałem nieustępliwy. W rezultacie studentki złożyły na mnie skargę. Dziś w nocy dostałem kolejną pracę napisaną przez AI.

Problem narasta – chciałby się rzec – z nocy na noc. Uczelnie, zwłaszcza prywatne, nie wiedzą, co zrobić. Uczelnie bardzo chętnie wprowadzają różnego rodzaju regulacje, ale już gorzej z konsekwentnym się do nich stosowaniem: kto wyrzuci studenta, który przynosi pieniądze? Wykładowcy udają, że nic nie widzą, bo boją się skarg studentów. Innymi słowy, uczelnie przymykają oczy, wykładowcy puszczają oko, a studenci, cóż, jedno oko na Maroko, drugie na Kubę.

Wszystko to przypomina mi ślepców, którzy biegną ślepą uliczką.

Moim zdaniem, jeśli nie chcemy szkół i uczelni zamienić w zabawę w policjantów i złodziei, to na edukację potrzebujemy innego pomysłu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Verified by MonsterInsights