Opublikowano oficjalne wyniki międzynarodowego badania PISA 2025, prezentując dane dotyczące osiągnięć edukacyjnych polskich piętnastolatków. Po badaniach TALIS – opublikowanych kilka miesięcy temu przez OECD – to drugie najważniejsze międzynarodowe badanie diagnozujące stan edukacji w krajach zrzeszonych w organizacji.
Wokół opublikowanych wskaźników z marszu urosła oficjalna narracja resortowa. Minister Barbara Nowacka, sięgając po głęboko odgrzewany relikt retoryczny z czasów pierwszego rządu Donalda Tuska, dumnie ogłosiła ze sceny: „Na tle Europy jesteśmy zieloną wyspą!”. Jak mamy się do tego odnieść? Kiedy ekonomiczna metafora sprzed lat miała oznaczać stabilność finansową w trakcie globalnego krachu, dzisiejsze powtarzanie tego sloganu przy okazji PISA 2025 nie wydaje się być fortunne. Jesteśmy wyspą zieloną czego? Kryzysu psychicznego młodzieży? Rekordowej absencji? A może zapaści w szkołach branżowych, gdzie co drugi uczeń nie rozumie podstaw matematyki i nauk przyrodniczych?
Oficjalna narracja państwowa, wyłożona wprost przez wiceszefa IBE-PIB dr. hab. Tomasza Gajderowicza, próbuje przekonać nas, że na tle „druzgocących” wyników globalnych (gdzie m.in. Finlandia boleśnie zjechała w dół) polska oświata ma powody do dumy. Urzędnicy ostrzegają przed modami, wzywają do opierania szkoły na badaniach i rzucają kluczową deklarację: „Wyniki polskich uczniów w tym trudnym czasie to przede wszystkim ich zasługa i należą im się dziś słowa uznania”. Co więcej, powtarzane przez urzędników słowa o „zasługach nauczycieli” to w istocie cyniczny manewr z unikiem w tle.
IBE dość sprawnie stara się odwrócić uwagę od faktu, że cała organizacja szkoły jest systemowym dramatem dla kilku pokoleń. Skoro w placówkach mamy kryzys zaufania, dramatyczny stan zdrowia psychicznego i poczucie, że szkoła to dla wielu strata czasu, to przecież oczywisty znak, że system wsparcia jest fikcją, programy dopuszczone przez MEN trącą myszką, a podstawy programowe pozostają jednak w oderwaniu od potrzeb nowoczesnego nauczania. Owszem, nauczycielki i nauczyciele wraz z młodym pokoleniem ratują statystyki. Głównie pomimo tego systemu, a nie dzięki niemu.
Nawiasem mówiąc, wystarczyło zaledwie kilka godzin zderzenia z rzeczywistością w środowisku akademickim oraz wśród ekspertów i ekspertek, aby za misternie uszytą fasadą wskazać jednak głębokie, strukturalne pęknięcia.
Prawda o wynikach PISA 2025 i kondycji naszej oświaty jest niestety zawstydzająca. Pokolenie zmęczonych osób pracuje z pokoleniem osób skrajnie umęczonych psychicznie i zniechęconych do szkoły w obecnym kształcie od samego rana. Uzyskujemy wysokie punkty w sztucznych testach poznawczych, wyciągnięte siłą szkolnej tresury, prywatnych korepetycji oraz nadludzkiego wysiłku nauczycielek i nauczycieli. Pielęgnujemy system, który wypala od środka całe pokolenia: uczennic i uczniów oraz pracujących z nimi pedagogów.
Kondycję tych, którzy mają ten chory mechanizm ciągnąć na swoich barkach, obnażają twarde dane z opublikowanego kilka miesięcy temu przez OECD badania TALIS 2024. Pokazują one dramatyczny obraz polskiej edukacji od strony kadrowej: zaledwie co dziesiąta nauczycielka i co dziesiąty nauczyciel czują się doceniani przez społeczeństwo czy media, a zaledwie 15% uważa, że władza liczy się z ich głosem.
Mamy zatem dwie rzeczywistości. W pierwszej rządowi specjaliści tańczą wokół sztucznej „zielonej wyspy”. W drugiej polska szkoła tonie w cyfrowym rozproszeniu, rekordowej alienacji i urzędniczej hipokryzji oraz wrodzonej niechęci do regulowania i rozwiązywania kwestii dla szkoły kluczowych. Tam, gdzie należałoby natychmiast stworzyć warunki do odbudowywania wspólnoty i autentycznego wsparcia, ministerstwo serwuje nam PR-owe fatamorgany.
Prawdziwy sukces oświaty nigdy nie powinien być mierzony wyłącznie punktami w międzynarodowych tabelach ani tym, jak sprawnie potrafimy zamaskować systemową zapaść pod warstwą statystycznego pudru. Pytanie o to, czy „mamy to”, staje się w tym kontekście ponurym żartem, bo w XXI wieku, owszem, mamy – ale wyłącznie polityczny teatr, w którym oklaskuje się samowolę przetrwania. Dopóki fundamentem szkoły będzie wyciekająca z ludzi energia zamiast jasnego sensu, sprawczości i głębokiej reformy strukturalnej, będziemy budować potęgę na piasku. Nie mamy w gruncie rzeczy niczego – poza zręcznie upudrowanym kryzysem, który z każdym rokiem kosztuje nas coraz więcej zmarnowanych życiorysów.
Marcin Korczyc
