Przepisy prawa oświatowego wyraźnie wskazują na trzy podstawowe funkcje, jakie pełni szkoła. Jej ustawowym zadaniem jest prowadzenie równoległej działalności dydaktycznej, wychowawczej oraz opiekuńczej. Podstawa programowa kształcenia ogólnego dla poszczególnych typów szkół i placówek akcentuje te trzy funkcje, a dowartościowanie szkoły jako miejsca profilaktyki społecznej i wszechstronnego rozwoju ucznia oraz podkreślenie jej wychowawczej roli to czołowe hasła reformy edukacji.

Kształcenie na odległość, które zostało w Polsce wprowadzone rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie szczególnych rozwiązań w okresie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 w czasie pandemii, miało zabezpieczyć konstytucyjne prawo każdego dziecka do edukacji w sytuacji, gdy placówki oświatowe zostały zamknięte. Rozporządzenie powinno zatem wskazywać odpowiednie narzędzia oraz przestrzenie wsparcia edukacyjnej, wychowawczej i profilaktycznej funkcji szkoły w czasie kryzysu.

Z dnia na dzień, w wyniku działań państwa będących odpowiedzią na rozprzestrzenianie się wirusa COVID-19 zarówno uczeń, nauczyciel jak i rodzic stali się aktywnymi uczestnikami tworzenia szkoły na nowo. Proces wprzęgania technologii informacyjnych i komunikacyjnych w edukację szkolną stał się w jednym momencie udziałem tysięcy uczniów i ich rodzin. Polska szkoła nie była i nie jest nadal przygotowana do takiego skoku technologicznego – tak materialnie jak i w obszarze wychowaczo-profilaktycznym. W konsekwencji powoduje to poważne ograniczenia w dostępie do edukacji dla wielu polskich uczniów.

Rozporządzenie MEN, w którym nadzieję pokładało wielu dyrektorów i dyrektorek szkół, nie ukazuje spójnej koncepcji działań umożliwiających przetrwanie kryzysu. Koncentruje się jedynie na edukacyjnej funkcji szkoły zupełnie pomijając jej funkcję wychowawczą i opiekuńczą. Zadanie szkoły na czas pandemii zostało sprowadzone do przekazywania różnymi kanałami materiałów dydaktycznych i sprawdzania poziomu przyswojenia wiedzy przez uczniów i uczennice. W rozporządzeniu oraz jego uzasadnieniu cały ciężar położony został na zapewnienie ciągłości procesu przekazywania wiedzy oraz na proces monitorowania postępów. Nie postawiono na ten czas żadnych celów wychowawczych.

Problem sprowadzania szkoły do dydaktyki, dostrzegany wcześniej przez osoby troszczące się o edukację i określany bolączką systemu w obecnym kształcie, uwypukla się w czasie kryzysu. Realizacja podstawy programowej, konieczność oceniania uczniów i zbliżający się czas egzaminów zdają się szczelnie wypełniać dziś hasło “szkoła”.

Mnożą się przykłady oddolnych inicjatyw, jak: gabinety pedagogów online, grupy wsparcia dla uczniów i rodziców, nauczycielskie grupy samopomocowe na portalach społecznościowych, czy nieodpłatne korepetycje prowadzone przez studentów, studentki, harcerzy. Wskazują one realne potrzeby, które swój początek mają w wymiarze dydaktycznym czy technicznym, ale rozwiązanie znajdują w tworzonych spontanicznie sieciach społecznych. Nauczyciele i nauczycielki, którzy swoją pracę postrzegają jako wychowawczo-opiekuńczą misję, starają się nadać “ludzką twarz” kształceniu na odległość nie zapominając o budowaniu i podtrzymywaniu z uczniami relacji zaufania, motywując do angażowania się.

Nie jest to jednak standard, na który mogą sobie pozwolić wszystkie publiczne szkoły, a na pewno nie jest to podejście promowane przez ministerialne wytyczne. Co za tym idzie, kształcenie na odległość pogłębia nierówności społeczne. Nie tylko ze względu na brak dostępu do sprzętu komputerowego, oprogramowania, Internetu i dobrych warunków lokalowych, z którymi zmaga się wiele polskich rodzin, czy na niedostateczną infrastrukturę informatyczną samych szkół i przygotowanie w tym obszarze nauczycieli. Największym problemem, jeśli spojrzeć na szkołę z punktu widzenia wychowawczo-opiekuńczej funkcji, co postulujemy, jest to, że fizyczna szkoła była dla wielu chłopców i dziewcząt w różnym wieku bezpieczną przystanią z ciepłym posiłkiem i zainteresowanymi nimi dorosłymi. A przynajmniej miejscem bez przemocy, której część z nich doświadczała w swoich rodzinnych domach. Szkoła dla dzieci z domów dziecka, uczniów i uczennic o specjalnych potrzebach edukacyjnych, dzieci z ośrodków szkolno-wychowawczych, pogotowi opiekuńczych czy zakładów poprawczych, to nie tylko przerobiony materiał, oceny i testy. To coś znacznie więcej. To szansa, żeby nauczyć się życia, oderwać od trudnej codzienności, doświadczyć uważności i wsparcia dorosłego oraz sukcesu – czasami jedynego, jakiego doświadczają.

O ile trudno nam znaleźć i nazwać ad hoc rozwiązanie problemów sprzętowych i technicznych – konieczność pozostawania w domach po prostu skazuje nas na ten niedoskonały e-learning – o tyle wyobrażamy sobie, że minister edukacji z prawdziwą troską organizuje sieć wsparcia pedagogiczno-psychologicznego (choćby telefonicznego) dla tych uczniów i uczennic, dla tych rodzin, które teraz naprawdę go potrzebują. Wyobrażamy sobie też, jak zmieniłaby się sytuacja, gdyby zamiast otrzymywania kolejnych porcji nierealnych do wprowadzania wytycznych nauczyciele i nauczycielki byli zachęcani do wspierania emocjonalnego swoich uczniów, nawet kosztem niezrealizowania materiału, a zamiast kolejnych zadań dydaktycznych, dzieci objęte dożywianiem otrzymywałyby porcję pełnowartościowego posiłku, na który mogły liczyć w szkole. Gdyby mocą rozporządzenia w każdej polskiej szkole wprowadzone były choćby dodatkowe godziny wychowawcze, a wśród gamy materiałów do nauczania zdalnego znalazły się propozycje programów profilaktyki w zakresie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, a poradnie psychologiczno-pedagogiczne przeniosły swoje działania skierowane do uczniów, rodziców i nauczycieli do form zdalnych. Koniecznym wydaje się też objęcie refleksją sytuacji dzieci zagrożonych demoralizacją, czy ze środowisk zaniedbanych kulturowo i ekonomicznie, gdzie do tej pory nauczanie zdalne nie dociera i to nie ze względów informatycznych, ale mentalnych i niewydolności wychowawczej rodziców. Nie docierają jednak przede wszystkim pomoc, wsparcie i opieka, które tak, jak nauczanie, są ustawowym i moralnym obowiązkiem polskiej szkoły.

Kolejną niemą grupą są dzieci lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, pracowników handlu, służb społecznych i logistyki, tj. rodziców, którzy wychodzą z domów i walczą na pierwszym froncie wojny z epidemią. W ich domach, nierzadko same – bo ustawodawca zakłada, że ukończenie 8 roku życia powoduje skokowy wzrost samodzielności – przestraszone i niezaspokojone w swej podstawowej potrzebie bezpieczeństwa pozostają dzieci, które mają, w myśl ustawodawcy, uczyć się w tym czasie zdalnie. Nie ma dla nich żadnego specjalnego wsparcia dydaktycznego, opiekuńczego czy psychologicznego, ministerstwo nie organizuje w szkołach i przedszkolach tzw. “opieki koniecznej”.

Rozwiązaniem trudnej sytuacji mogłaby być rezygnacja z ocen i zmienienie kalendarza egzaminacyjnego z jednoczesnym zaleceniem spożytkowania energii nauczycieli i uczniów oraz potencjału nowych technologii do tworzenia sieci wsparcia. To nie oznacza zaniechania nauczania, ale inne położenie akcentów. Bez zabezpieczenia funkcji wychowawczej i opiekuńczej, nawet najlepiej prowadzone zdalne nauczanie przedmiotowe nie realizuje celów pomyślanych dla systemu oświaty.

W naszej ocenie proponowane przez ministra rozwiązania wprowadzają też kolejną płaszczyznę napięcia między nauczycielami i rodzicami. Ci drudzy winą za trudności, z którymi się teraz zmagają ich rodziny w wymiarze edukacyjnym, obarczają dyrektorów szkół i samych nauczycieli zapominając, że szkoły nie były przygotowane na kształcenie zdalne. Nauczyciele i nauczycielki także nie mają organizacyjnych warunków do jego prowadzenia, są skazani na pracę znacznie różniącą się od spotkań z młodzieżą i dziećmi w szkolnych klasach, a jej efekty poddawana są krytyce także wtedy, gdy mają dobre intencje. Podobnie też jak rodzice, zmagają się z wyzwaniami technicznymi i lokalowymi. W tym wszystkim doświadczają dydaktycznej i metodycznej samotności. Minister nie przewiduje dla nich specjalnego wsparcia metodycznego czy psychologicznego.

Propaganda edukacyjnego sukcesu i jedności w dobie pandemii tworzy wrażenie, że jeśli coś nie wychodzi, to winni są konkretni ludzie – nauczycielki i nauczyciele – lub brak wystarczającej liczby komputerów w domach, nie zaś przyjęte rozwiązania systemowe. One natomiast, w czasie kryzysu, mają ogromne znaczenie i od podstaw merytorycznych przyjętych w nich rozwiązań zależy zapewnienie jednej z podstawowych zasad prawa – równości w dostępie do edukacji. Szkoła to ludzie pozostający w relacji. Szkoła to coś znacznie więcej niż przekazywanie, przyswajanie i sprawdzanie wiedzy. Nie znajdujemy tej prawdy w ministerialnych wytycznych dotyczących kształcenia na odległość i się o nią upominamy.

Prof. UAM dr hab. Sylwia Jaskulska

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

dr Małgorzata Turczyk

Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

Sylwia Jaskulska


prof. UAM dr hab., pedagożka, pracuje na stanowisku adiunkta w Laboratorium Pedagogiki Szkolnej na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka, współautorka i współredaktorka kilku książek o szkole (np.  S. Jaskulska, Ocena zachowania w doświadczeniach gimnazjalistów, S. Jaskulska, Rytuał przejścia. Młodzież szkolna na progu edukacyjnym, M. Dudzikowa, S. Jaskulska (red.), Twierdza. Szkoła w metaforze militarnej. Co w zamian?) i kilkudziesięciu innych tekstów. Członkini Uniwersyteckiego Ośrodka Koordynacyjno-Programowego Kształcenia Nauczycieli. Zastępczyni redaktor naczelnej „Rocznika Pedagogicznego”. Honorowa Ambasadorka oddolnej ogólnopolskiej inicjatywy edukacyjnej Rok Relacji w Edukacji. Pasjonatka dramy edukacyjnej. Mama Szymona i Bartosza.

zobacz także: https://www.facebook.com/sylwia.jaskulska.spotkania.edukacyjne



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *