“(…) zanim człowiek nauczy się czytać, musi umieć mówić, a mówić może tylko wtedy, kiedy również naprawdę myśli, o czym mówi; myślenie jednak polega na wyraźnych pojęciach, a te znów opierają się na realnym doświadczeniu.”

To słowa Arthura Bruhlmeiera – praktyka i teoretyka edukacji, który oparł się w swojej pracy bardzo mocno na przekonaniach szwajcarskiego pedagoga z przełomu XVIII i XIX w. – J.H. Pestalozziego. Obaj ci panowie byli święcie przekonani o tym, że tak naprawdę poznać świat można tylko doświadczalnie. 

Współczesna edukacja niestety wybrała kierunek niejako odwrotny. Dzieci świata mają się uczyć z podręczników. Co prawda w przypadku niektórych przedmiotów od czasu do czasu pojawia się jakieś realne doświadczenie – czy to wycieczka na geografii i prezentacja reakcji na lekcji chemii. Ale zasadniczo, to podręcznik ma być podstawą nauczania. To z niego dziecko ma przeczytać temat, dodatkowo podpierając się wykładem nauczyciela i na tej podstawie ma w sobie zbudować obraz praw rządzących światem roślin, zwierząt, pierwiastków czy ludzi. 

Wyobraźmy sobie jednak sytuację odwrotną. Zacznijmy od doświadczenia przygotowanego przez nauczyciela. Coś prostego – np. sztuczny śnieg z poliakrylanu sodu. Pokazując poliakrylan sodu nauczyciel opisuje go jako biały proszek bez charakterystycznego zapachu. Dzieci sprawdzają te informacje swoimi zmysłami.  Dowiedzą się też pośrednio, że substancje można opisywać używając zapachu i koloru. 

Nauczyciel niewielką ilość proszku miesza z wodą, pyta uczniów, co się dzieje:

– Rośnie! – Odpowiadają uczniowie.

– Tak, zwiększa swoją objętość, czyli rośnie – tłumaczy spokojnie nauczyciel.

I w ten sposób kolejne pojęcie staje się uczniom bliskie, bo doświadczone własnymi zmysłami. Dalej eksperyment może przebiegać różnie. Nauczyciel może wykorzystać go, by uczniowie doświadczyli pojęć takich jak objętość, chłonność, właściwości higroskopijne, wiązanie wody. Można też porównać ten sztuczny śnieg do śniegu prawdziwego, który dzieci już znają, którego już nie raz doświadczyły. W czym jest podobny? W wyglądzie, w teksturze… W czym inny? Ten sztuczny, nie jest zimny, nie rozpuszcza się… 

Jeśli poza samym pokazaniem nauczyciel pozwoli uczniom powtórzyć ten proces, pobawić się w stworzonym białym puchu, ulepić bałwana… po prostu doświadczyć tej substancji własnymi zmysłami, to od tej pory poliakrylan sodu, nie będzie już dla nich dziwnym zlepkiem liter, będzie konkretną substancją. Od tej pory – czytając o niej, będą mieli przed oczami biały proszek, który pochłania ogromne ilości wody. Będzie więc dla nich całkiem logiczne, że używa się go np. jako wypełnienie w pieluchach wielorazowych. Prawdopodobnie przypomną o nim sobie, kiedy nauczyciel zapyta w jakimś innym doświadczeniu czy problemie, choćby i wiele tygodni później, o to jak poradzić sobie z tym, że coś za szybko wysycha, albo wymaga pochłonięcia dużej ilości wody. Po prostu – doświadczyli go, więc jest częścią ich doświadczenia. A to znacznie trudniej zapomnieć, niż suchy opis w książce. 

Poza tym uczniowie w kontakcie z istniejącą fizycznie rzeczą nie tylko uczą się o tej konkretnej rzeczy. Przyswajają też sobie pojęcia. Przetwarzają je tak, by były zrozumiałe dla nich. Bo jakkolwiek język mówiony (wykłady) czy pisany (podręczniki) ma wiele zalet i znacząco przyczynił się do rozwoju naszej cywilizacji, to jednak nie jest on w 100% precyzyjny. Jedno słowo dla każdego może znaczyć coś troszkę innego. 

Bo wyobrażacie sobie, że można opisać choćby drzewo w taki sposób, że ktoś, kto nigdy tego drzewa nie widział stworzyłby w swojej głowie dokładny jego obraz? A ktoś, kto drzewo zobaczył, dotkną, powąchał – po prostu wie, czym jest drzewo. Ta wiedza już w nim jest i wychodząc od niej może budować dalej – poznawać budowę drzewa, różne gatunki, działanie, zastosowanie. 

Gdyby jednak miał budować tę samą wiedzę na podstawie jedynie opisu – mogłoby się zdarzyć, że nie zrozumiawszy opisu tak, jak zaplanował to nauczyciel, uczeń nie może logicznie połączyć tego, co przekazuje mu podręcznik na temat działania czy zastosowania drzewa, bo po prostu nie łączy mu się to, ze zniekształconą wizją drzewa, od której zaczął się cały ten proces nauki. 

Dlatego właśnie zanim człowiek nauczy się czytać, musi nauczyć się mówić i rozumieć, to o czym mówi. Dlatego najpierw musi doświadczyć. Czytanie o rzeczach, których doświadczyliśmy jest znacznie łatwiejsze niż czytanie o rzeczach dla nas abstrakcyjnych, niezależnie od tego, jak dobrze, spójnie i logicznie byłyby one wytłumaczone. Warto więc, żebyśmy my nauczyciele pozwalali dzieciom w pierwszej kolejności doświadczać świata, a opisywali i tłumaczyli dopiero później.

Ola Jurkowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *