„Nauczyciel z Polski”. Tytuł, który wydaje mi się bardzo naładowany (emocjami? znaczeniami?). Może tak to odbieram, bo „robię w edukacji”. 

Muszę to sprawdzić

Wysyłam do znajomych pytanie: „Gdybyś w księgarni zobaczył/zobaczyła książkę pod tytułem „Nauczyciel z Polski.”, co byś pomyślał/a? O czym jest ta książka? Nie sprawdzaj w Internecie. Napisz pierwsze skojarzenie”. Dostaję wiele odpowiedzi. 

To może być książka historyczna. Dzieje nauczycielstwa polskiego. Albo powieść: losy trzech pokoleń – dziadka, ojca i syna. Wszyscy byli nauczycielami. „Każdy inaczej znęcał się nad uczniem. Na miarę swoich czasów (emotikona uśmiecha się)”. „Bo z Polski?” – dopytuję. Emotikona mruga w odpowiedzi oczkiem. 

Książka o jakimś wybitnym nauczycielu lub nauczycielce. Z Polski.  Dziękuję. Nie pytam, o kim. Nie chcę zmuszać koleżanki do szperania w Internecie. A może by mnie zaskoczyła i podała nazwisko swojej wychowawczyni z liceum? Albo laureata nagrody „Nauczyciel Roku”? Na przykład autora „Nauczyciela z Polski”, Jarka Szulskiego? Ale już podziękowałam. Nie będę jej przerywała obiadu kolejnym pytaniem. Czytam dalsze odpowiedzi: „Książka o polskim misjonarzu”, „o nauczycielu, który pracuje za granicą”, „pamiętnik nauczyciela na uchodźstwie”. 

Jest też dużo gorzkich refleksji: „o braku szacunku do nauczycieli w Polsce”, „nauczyciel z Polski kojarzy mi się z pracą po godzinach”, „z niedocenieniem jego zaangażowania przez społeczeństwo i przez rząd”, „ze słabym wsparciem rodziców uczniów, którzy stawiają tylko wymagania i nie doceniają tego, co otrzymują od nauczyciela robiącego wszystko, co w jego mocy, mimo beznadziejnego wsparcia systemowego”.  Nauczyciel z Polski „jest taką uboższą wersją nauczycieli z innych krajów, w których system edukacji jest zorganizowany lepiej, niż u nas, np. w Skandynawii”. „Profesjonalista-zapaleniec realizujący swoją pasję, zdemotywowany narzucanymi normami do wypracowania (przeładowany program i papierologia) i niską płacą”. Może „Nauczyciel z Polski” to baśń dla dorosłych? „Większość nauczycieli boryka się z problemami systemowymi, cierpi z powodu niskiej jakości nauczania swoich uczniów i dlatego właśnie nauczyciel może być nazywany postacią tragiczną naszej narodowej baśni edukacyjnej”.

Otworzyłam puszkę Pandory. Zalała mnie fala smutków

Dla odmiany odpowiedź nastolatka: „To mógłby być zbiór dowcipów o nau

czycielach. Takich w stylu Pracę w szkole zaczyna Polak, Niemiec i Francuz”. (I Fin, dopowiadam w głowie. Nauczyciel z Finlandii podkręciłby żart). „Albo żarty z uwag, które nauczyciele stawiają uczniom. Marek na lekcji online był offline. Uczeń agresywnie rzuca kiełbasą po klasie”. Wysyłam Emotkę. Emotka płacze ze śmiechu.

Czas na moją odpowiedź. Nie zgaduję. Już czytałam.

„Nauczyciel z Polski” to od dziś obowiązkowy podręcznik moich studentek i studentów przygotowujących się do zawodu nauczyciela. Odnalazłam tu wszystkie tematy, o których dyskutuję z ukochanymi, przyszłymi nauczycielkami i nauczycielami matematyki, fizyki, chemii, polskiego (jestem po lekturze Szulskiego, łatwiej niż zwykle przychodzi mi pisanie z czułością o moich dorosłych uczniach i uczennicach). O nic nie staram się tak bardzo jak o to, żebyśmy mówili bez lukru i fałszu o autorytecie, autentyczności, zaangażowaniu, kulturze błędu, szeroko rozumianym eksperymentowaniu. Żebyśmy postawili na relacje. To nie jest slogan. Relacje to ramy, klasowe rytuały, pokora, zaufanie. Wszystko to jest w „Nauczycielu z Polski”. Opowiedziane językiem codzienności szkoły, a nawet więcej – językiem szkolnych korytarzy, zakamarków, „po-lekcji”, kulis i kuluarów. 

Książka jest wręcz metodyczna, sprzedaje pomysły na lekcje wychowawcze, dostarcza bardzo prostych i skutecznych narzędzi pracy. Wszystko przyprawione jest „cytatami z dzieł” i mocnym przekleństwem. Ale przecież ma być autentycznie.

Jestem osobiście wdzięczna za fragment o tym, że w szkole za dużo jest pseudonauki. Wzrokowcy, słuchowcy, ruchowcy… Inteligencje wielorakie… Niepotwierdzone, obalone, nieaktualne. A ciągle nas – nauczycielki i nauczycieli – z tego szkolą, wciskają kit, sprawiają, że i my kit wciskamy. I druga moja wdzięczność: za fragment „Nie jestem nauczycielem” (o feminatywach w języku szkoły). Szulski i jego goście (oraz gościnie) mówią: wpuśćmy do szkół aktualne wyniki badań i język na miarę XXI wieku. Przewietrzmy szkoły i urządźmy je na nowo, żeby były mądre, bezpieczne i wygodne. Dla nas, naszych uczniów i uczennic.

Wracam do odpowiedzi znajomych na pytanie o skojarzenia z tytułem „Nauczyciel z Polski”. Wielu z Was trafiło. Znajdziecie w książce naszą, polską rzeczywistość edukacyjną. Tyle, że widzianą oczami kogoś, kto z „nie da się” robi „można”.

Zatrzymuję się dłużej na wiadomości od koleżanki ze studiów, pedagożki

„Pierwsze skojarzenie – nauczyciel z Polski – szaleniec, który pomimo trudności, złej opinii, braku wsparcia ze strony społeczeństwa i rządu codziennie wstaje i z uśmiechem idzie do pracy. Książka o tym, jak jesteśmy wykształceni, zaszufladkowani, zdemotywowani. Mam nadzieję, że pozycja będzie o tym, jak uciekamy przed systemem, tworząc dobre relacje z ludźmi, jak tworzymy dobrą atmosferę w szkole, jak doceniamy każdego ucznia”

Dziękuję. Tobie, przyjaciółko z dawnych lat, że właśnie takiej książki chcesz i potrzebujesz. I Jarkowi Szulskiemu, bo dokładnie taką książkę napisał. Przyszli i obecni nauczyciele z Polski. Poczytajcie.

Sylwia Jaskulska

„Nauczyciel z Polski”? Polecam gorąco. Premiera w styczniu. Pod Patronatem Ja, Nauczyciel’ka.

KUP KSIĄŻKĘ

ODWIEDŹ FACEBOOK AUTORKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *