Nie ulega wątpliwości, że konieczna jest zmiana sposobu przygotowania do roli nauczyciela. Ale niezbędna jest także zmiana samej roli, w jakiej został obsadzony.

Nauczyciel-mistrz?

Pierwsza z metafor konstruująca nauczyciela przyszłości to mistrz — osoba godna naśladowania, uznana za wzór. Model edukacji wolnościowo-relacyjnej, dialogicznej, podmiotowej nie tylko nie wyklucza mistrza, lecz wręcz postuluje jego istnienie. Ktoś przecież musi pomóc młodym ludziom poradzić sobie z otaczającym chaosem, ktoś musi pomóc im wyznaczyć sobie drogowskazy, wesprzeć ich w odkrywaniu siebie i świata.

Idea „szkoły dla ucznia” ma dużo więcej wspólnego z edukacją mistrzowską niż idea edukacji pruskiej, która została oparta na idei fabryki: bezosobowej, mechanicznej, ustandaryzowanej. W pruskiej szkole nie ma miejsca na model mistrzowski. Możliwy jest ewentualnie tylko po odrzuceniu zasad szkolnych — bo sama instytucja nie po to została stworzona. W szkole-fabryce mistrzowie nie pasowali do taśmy produkującej ujednolicony materiał ludzki według przygotowanych w centrali matryc i norm jakości.

Artykuł stanowi fragment książki „Szkoła ma być dla ucznia. 30 bardzo subiektywnych esejów o edukacji” autorstwa Tomasza Tokarza

W odróżnieniu od modelu fabryczno-urzędniczego model mistrzowski opiera się na dobrowolności i autonomii podmiotów.

— To uczeń wybiera mistrza — na podstawie jego umiejętności i kompetencji. To on decyduje, komu zaufa i kogo obdarzy szacunkiem.

— Uczeń wybiera mistrza po to, by doskonalić się w obszarze, który ma dla niego znaczenie. Jest podmiotem własnej edukacji.

— Między uczniem i mistrzem istnieje silna więź. Podstawą jest wzajemne zaufanie. Kluczem jest dobrowolność i autonomia podmiotów.

— Mistrz jest niezależnym ekspertem — kieruje się intuicją, wiedzą i doświadczeniem, a nie sztucznym celem, jakim jest realizacja narzuconego programu. Stara się jak najlepiej zrozumieć ucznia, by skuteczniej wspierać go w procesie odkrywania siebie i świata.

— Rola mistrza jest służebna. Mistrz jest pomocnikiem ucznia i towarzyszem w jego rozwoju. Pomaga mu kroczyć po ścieżce, którą uczeń sam wybrał. Dopasowuje wyzwania do jego możliwości.

W tradycji antycznej mistrz to po prostu pedagog — przewodnik (pedagog to po grecku „prowadzący dziecko”). W starożytnej Grecji mieliśmy do czynienia z dwoma rodzajami edukatorów. Po pierwsze, byli to nauczyciele przedmiotowi. Mieli za zadanie przekazać dane, zweryfikować poziom przyswojenia i wymierzyć karę, jeśli poziom był niesatysfakcjonujący. Zajmowali się tą suchą i zimną sferą edukacji.

Ale obok nich byli także pedagodzy, dobrze wykształceni przewodnicy rozwoju, towarzyszący uczniom w drodze do szkoły, sprawujący nad nimi opiekę w trakcie lekcji. To z nimi uczniowie spędzali większość czasu. Pedagodzy byli de facto wychowawcami, pomagającymi uczniom przemierzać zawiłe ścieżki życia. Były to osoby o wysokich kwalifikacjach, dobrze znające także swoich podopiecznych.

Mam wrażenie, że nauczyciel przyszłości będzie właśnie kimś w rodzaju antycznego pedagoga. Jego zadaniem będzie wspieranie dziecka w rozwoju, troska o jego dobrostan, o doskonalenie emocjonalne, psychiczne, intelektualne (nie mylić z wkuwaniem danych do kartkówki). Będzie uzupełniał rodziców w realizowaniu obowiązków, których oni z różnych względów nie mogą czy nie potrafią wypełnić. Bo nie mają świadomości, wiedzy, umiejętności, czasu.

Rodzice często się nie znają, nie kształcili się w tym obszarze. Są przerażeni i zagubieni — bardziej niż uczniowie. Gdyby się znali, szkoła nie byłaby im potrzebna. Pewna grupa rodziców jest emocjonalnymi analfabetami, którzy nie umieją rozmawiać z dziećmi, tylko wywierają na nich presję. Są też tacy, którzy stosują przemoc.

Właśnie po to jest szkoła, by rozpoznać i odpowiedzieć na deficyty domowe i wyznaczyć pewien alternatywny kierunek. Nauczyciel przyszłości to ekspert potrafiący zrozumieć dziecko, dotrzeć do niego, podpowiedzieć pewne rozwiązania. Odkryć jego zasoby i pomóc mu je sensownie wykorzystać. Ale także pomóc uzupełnić podstawowe braki.

Być może jestem nużąco monotematyczny, ale będę bił w ten bęben aż do skutku. Nauczyciel musi skupić się na wspieraniu rozwoju psychicznego i emocjonalnego uczniów. Wszystko inne jest drugorzędne. Jeśli sens pracy nauczyciela miałbym streścić w jednym zdaniu, to uznałbym, że jest to sprawianie, by uczeń bardziej polubił siebie, uwierzył w swoje siły i umiał je wykorzystać. Tylko tyle. I aż tyle.

Nauczyciel coach?

Szukając podstaw teoretycznych, można skorzystać z zaplecza, jakie oferuje coaching. W największym skrócie jest to niedyrektywna forma pracy z drugim człowiekiem, polegająca na towarzyszeniu mu w rozwoju, w procesie poznawania samego siebie, odkrywania własnego potencjału oraz wykorzystywania zdobytej wiedzy dla wyznaczania celów, projektowania sposobów ich osiągania oraz skutecznego realizowania. Coaching to sztuka słuchania (i słyszenia tego, co komunikuje odbiorca). Praca coacha polega przede wszystkim na zadawaniu wartościowych, eksplorujących, otwierających pytań.

Coaching nie jest oczywiście nowym zjawiskiem. Jego źródeł można szukać już w starożytności. Jako technika pracy zbliżony jest mocno do metody sokratejskiej. Sokrates, jak wiemy ze źródeł, nie wierzył w możliwość przekazu wiedzy. Był przekonany, że prawda ukryta jest we wnętrzu człowieka. Skupiał się zatem na zadawaniu pytań, które miały z rozmówców wyciągnąć to, co w nich obecne, ale nieuświadomione, ukryte, przytłumione. Przyrównywał swoje zadania do roli akuszerki, która jedynie pomaga kobiecie przy narodzinach dziecka, a nie jest przyczyną jego poczęcia. Analogicznie przedstawiał nauczyciela — nie jako dostarczyciela wiedzy, lecz jako pomocnika na drodze do jej odkrywania.

Źródeł coachingu można szukać także w psychologii humanistycznej. Chociażby w założeniach psychoterapii Carla Rogersa, osadzonej na niedyrektywnym podejściu do pacjenta, na wspieraniu go w tworzeniu własnej narracji o sobie samym i otaczającym świecie. Samo pojęcie coachingu, w zakresie używanym obecnie, pojawiło się w latach 70. Dokonało się to m.in. za sprawą Timothy’ego Gallweya, który przedstawił nową koncepcję pracy w sporcie: pozbawioną krytyki, ocen i osądów. Okazała się na tyle skuteczna, że szybko znalazła zastosowanie w innych sferach życia społecznego.

Istotą coachingu jest przekonanie, że każdy człowiek jest niepowtarzalną, wyjątkową jednostką, z własnymi specyficznymi potrzebami i możliwościami. W związku z tym trudno podporządkować go schematom, jednolitym programom rozwojowym, zuniformizowanym skryptom. Sam zna siebie najlepiej. Przy odpowiednim wsparciu drugiej osoby potrafi samodzielnie poradzić sobie ze stojącymi przed nim wyzwaniami, znaleźć odpowiedzi na swoje dylematy, wytyczyć własną drogę do sukcesu.

W coachingu drugi człowiek nie jest traktowany jako obiekt do urabiania, materiał do obróbki, plastyczna masa, z której można ulepić dowolne kształty. Nie jest dopasowywany do sztywnej, zewnętrznej matrycy. Postrzegany jest jako autonomiczny twórca własnego życia, odpowiedzialny za jego bieg, jako podmiot, który posiada wrodzone zasoby, ale często nie jest świadomy ich istnienia albo nie potrafi ich odpowiednio wykorzystać. Dlatego potrzebuje u swego boku doświadczonej osoby, która dostarczy mu narzędzi do rozpoznania własnych możliwości, która wsłucha się w jego potrzeby i pozwoli mu je rozpoznać.

Coach nie jest doradcą sugerującym jednoznaczne rozwiązania. Nie jest ekspertem wiedzącym doskonale, czego potrzebuje odbiorca (lepiej niż on sam), przekazującym mu gotową wiedzę, zapełniającym umysł zestawem faktów i umiejętności. Coach tworzy przestrzeń dla rozwoju, organizuje warunki, w których drugi człowiek odkrywa tkwiące w nim możliwości, lepiej rozumie sytuację, w której się znajduje, i jest w stanie zaprojektować swoje działania. Jest katalizatorem zmiany. Pomaga wykreować nowe rozwiązania. Ale to od konkretnej osoby zależy, w jakim kierunku ostatecznie podąży.

Możliwość przeniesienia takiego sposobu pracy do szkoły jest niewątpliwie dużym wyzwaniem. Oznacza porzucenie modelu edukacji opierającego się na przekonaniu, że młody człowiek jako istota niedoskonała, niedojrzała, pozbawiona wiedzy o dobru i złu, potrzebuje uszlachetniającej obróbki, wdrożenia do ugruntowanego systemu wartości i norm, ukształtowania w odpowiednio zorganizowanej przestrzeni — szkole formacyjnej, traktującej ucznia jako obiekt odgórnych oddziaływań, pomijającej jego podmiotowość i niezależność.

Oparcie pracy nauczyciela na modelu coachingowym wymaga transformacji podejścia do ucznia w stronę uznania jego pełnej podmiotowości. Wiąże się z likwidacją ugruntowanej hierarchii, zniesieniem dominacji, kasacji stosunków „władza–wykonawca poleceń” i zastąpienia ich relacjami opartymi na współdziałaniu, wzajemnym szacunku, zaufaniu i akceptacji. W takim ujęciu rola nauczyciela pozostaje kluczowa — ale nie jako uprawomocnionego zewnętrznie decydenta, lecz jako facylitatora, organizatora procesu kształcenia odpowiedzialnego za jego przebieg i strukturę. Projektanta środowiska rozwojowego. I to samodzielnie wybranego przez ucznia!

Zbudowanie relacji szkolnych na założeniach coachingu wiąże się z uznaniem unikalności każdego ucznia jako podmiotu, który ma swoje predyspozycje, talenty i możliwości, własne tempo pracy, obszary, w których czuje się pewnie, i te, z którymi ma trudności. Prowadzi do autentycznego zainteresowania światem dziecka, jego zainteresowaniami i aspiracjami.

Wdrożenie takiego modelu pracy niewątpliwie prowadzi do zwiększenia poczucia odpowiedzialności młodych ludzi za własne wybory. Coaching sprzyja rozwijaniu umiejętności samodzielnego myślenia i radzenia sobie z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą życie.

Realizacja podejścia coachingowego oznacza konieczność przemiany samego nauczyciela. Porzucenia roli formalnego autorytetu, by od nowa, w autorski sposób, budować pozycję wobec ucznia. Wejście w kostium coacha wymaga przestawienia się:

— z podejścia ustandaryzowanego na spersonalizowane (dostrzeżenia w uczniu człowieka z określonymi niepowtarzalnymi zasobami, talentami, możliwościami);

— z traktowania ucznia jako naczynia do wypełnienia wiedzą na postrzeganie go jako podmiotu, który rozwija się swoim rytmem;

— z mówienia na słuchanie (i usłyszenie tego, co uczeń czuje, co myśli, co sądzi o otaczającym świecie);

— z nauczania (rozumianego jako przekaz treści) na tworzenie przestrzeni do samodzielnego uczenia się (rozwijania potencjału, szukania odpowiedzi w sobie);

— z tendencji do zadawania pytań zamkniętych (z jedną odpowiedzią) na zadawanie pytań otwartych, eksplorujących, odkrywających, które skłaniają o myślenia, skonfrontowania z samym sobą i posiadaną wiedzą;

— z oceniania i osądzania na informowanie o postępach (na życzenie ucznia).

Proces wyznaczania celów w coachingu jest zbliżony do systemu sprawności harcerskich. Uczeń wybiera pewien obszar kompetencyjny, w którym będzie się doskonalił, określa punkty docelowe, a następnie wyznacza etapy ich realizacji. Tego rodzaju modele pracy z uczniem są realizowane w szkołach na świecie (np. w brytyjskiej Swiss Cottage School czy szkołach demokratycznych).

Coaching jest to nie tylko określona metoda pracy z uczniem, lecz całościowy model podejścia do człowieka, budowania interakcji, wchodzenia z nim w relacje. Przenosi odpowiedzialność za rozwój z nauczyciela na ucznia. Pozwala mu na samodzielne określenie celu edukacyjnego i opracowanie sposobu jego rozwiązania. Dzięki niemu młody człowiek ma możliwość analizy działań i poszukiwania rozwiązań, które pomogą mu się zmierzyć z trudnościami.

Coaching umożliwia dotarcie do samego siebie, odkrycie swoich atutów i zdolności, jak również deficytów i słabości, poznania indywidualnego stylu interpretowania świata — co trudno osiągnąć za pomocą dyrektywnych metod dydaktycznych.

Jeśli uznamy, że podstawą sensownej pracy nauczycielskiej jest udzielenie młodym ludziom wsparcia w procesie rozwoju osobowego, budowania poczucia własnej wartości, kształtowania szacunku do siebie i innych — to coaching wydaje się adekwatną odpowiedzią na te potrzeby.

W nowym ujęciu relacji nauczyciel–uczeń młody człowiek przestaje być biernym adresatem wiedzy i wartości. Staje się ich współtwórcą. Postrzegany jest jako równoprawny podmiot zmierzający do poznania. Dorosły jest tylko towarzyszem na tej drodze, co prawda bardziej doświadczonym, wyposażonym w większą wiedzę, ale nieposiadającym monopolu na prawidłową diagnozę świata. Pełni funkcję akompaniatora, moderatora, facylitatora wspomagającego dziecko w naturalnym rozwoju.

Istotą tak rozumianych działań edukacyjnych jest tworzenie przestrzeni umożliwiającej uczniowi wzrastanie, pogłębianie świadomości pełniejsze rozumienie świata, lepszy kontakt z innymi. To wspomaganie go w procesie tworzenia siebie, wyznaczania celów i ich realizacji. Wspieranie go w zmaganiu się z deficytami blokującymi go w podążaniu do celu. To dzielenie się z drugą osobą wiedzą i doświadczeniem z jednoczesnym otwarciem na to, co ona sama chce przekazać.

Nauczyciel lider?

Ostatnia z metafor, którą chcę omówić, pochodzi z obszaru zarządzania. Nauczyciel jako kierujący pracą klasy może wejść w trzy role:

Lidera (twórca wizji, osoba, która autonomicznie kreuje cele, wie, dokąd iść, ma pomysł na kierunki wspierania rozwoju uczniów, współpracuje z nimi w tym zakresie).

Menedżera (organizator, osoba, która nie wypracowuje celów, jednak autonomicznie dobiera środki i narzędzia pozwalające je realizować, ma pomysł, jak dotrzeć do celu ustalonego przez kogoś innego).

Brygadzisty (kontroler, osoba, która nie ma wpływu na cele i środki, dostaje je od instytucji zewnętrznych, a jego głównym zadaniem jest koordynowanie wykonywania przez uczniów narzuconych zadań).

Od nas zależy, którą drogą pójdziemy, jak się ustawimy wobec uczniów. Czy będziemy kreować cele i środki, czy ograniczymy się do roli strażnika i kontrolera.

Rola lidera jest najtrudniejsza, ale też najbardziej satysfakcjonująca. Jeśli ją wybierzemy, warto postawić sobie kilka pytań ułatwiających pracę:

— Czy w ogóle wiem, dokąd idę?

— Do jakiego miejsca chcę dotrzeć z moimi uczniami?

— Co chcę osiągnąć?

— Co konkretnego mogę zrobić? Tu i teraz?

— W jaki sposób to zrobię?

— Czego potrzebuję, aby mi się to udało?

— Jakie korzyści da to mnie, uczniom, szkole, społeczeństwu?

Jeśli zdefiniować zarządzanie jako organizację warunków (zasobów, miejsca, zasad, narzędzi, sposobów komunikowania) dla działań ludzi realizujących pewne cele, to przecież właśnie taka powinna być rola nauczyciela — organizowanie przestrzeni do działań uczniów służących ich rozwojowi i dobru zespołu klasowego.

Lider powinien umieć:

— określić, jaki jest kontekst, w którym działa (czas, miejsce, zasoby);

— wskazać, w jakim kierunku należy zmierzać — co jest dobre dla zespołu;

— przygotować swoich ludzi do realizacji celów (przegadać z nimi kierunki działań, odpowiedzieć na wątpliwości);

— pomóc im rozpoznać i wykorzystać swój potencjał oraz wspierać ich w jego rozwoju;

— zainspirować ich do działania;

— sprawnie komunikować się z nimi;

— efektywnie delegować im zadania;

— wspierać ich w rozwiązywaniu problemów;

— egzekwować ustalenia i korygować działania zespołu;

— pomagać w rozwiązywaniu konfliktów.

Artykuł stanowi fragment książki „Szkoła ma być dla ucznia. 30 bardzo subiektywnych esejów o edukacji” autorstwa Tomasza Tokarza

Oczywiście pojawia się kwestia ustalenia celów: czy są to cele zgodne z potrzebami ucznia, czy narzucone przez system — ale to już kwestia mądrego… zarządzania właśnie. Bardzo ciekawie wychodzi przeniesienie takiego modelu do pracy z uczniami. Co ciekawe, dzięki niemu mogą się poczuć bardziej upodmiotowieni. Szkoła i tak częściowo funkcjonuje jak firma (do wykonania jest plan — dobre wyniki na maturze), tylko bez zastosowania najlepszych praktyk z firm.

A przecież zupełnie inaczej poczułby się uczeń, gdyby potraktowano go poważnie: „Słuchajcie, mamy do wykonania takie i takie zadanie. Projekt matura 2022. Możemy to zrobić tak i tak. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jeśli się zgadzacie, to musimy sensownie rozplanować harmonogram. Do zrobienia jest to, to i to. Podzielimy się zadaniami. Jakie widzicie szanse i zagrożenia? Kto ma jakie trudności? Kto może pomóc innym w takim i takim przedmiocie/temacie?”. Czy takie rozwiązanie nie byłoby skuteczniejsze?

Tomasz Tokarz – Jestem trenerem kompetencji społecznych, trenerem kompetencji cyfrowych, nauczycielem w alternatywnych szkołach, coachem, wykładowcą akademickim. Jestem autorem licznych artykułów oraz autorem lub redaktorem kilku książek. Prowadzę centrum edukacyjne: Innowacyjna edukacja. Głównym obszarem moich działań jest edukacja. Prowadzę dedykowane szkolenia dla różnych grup odbiorców. Pomagam ludziom w odkrywaniu i wykorzystywaniu ich mocnych stron. Wierzę, że szkoła ma być dla ucznia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *