“Jeżeli Ci się w życiu powiodło – wybuduj dłuższy stół, a nie wyższy mur”.

Na dwa dni moim życiem zawładnął wywiad z Marcinem Stiburskim, twórcą Szkoły Minimalnej, opublikowany na portalu Polska the Times. I zdecydowanie było to o dwa dni za dużo. Przez te dwa dni przetoczyły się przez moją głowę wszystkie możliwe emocje, od wściekłości, po rezygnację i zwątpienie. Kto czytał wywiad, rozumie – dlaczego.

W tekście pana Marcina – przeczytałam, że nauczyciele niewiele robią, nie potrafią efektywnie prowadzić lekcji, ba – wcale się do tych lekcji nie przygotowują, przesadzają z mówieniem o obciążeniu pracą, a poza tym świetnie zarabiają. Moim zdaniem autor ma nieznośny zwyczaj generalizowania w swoich wypowiedziach i pisania, że wszyscy i zawsze… Zatem dotknęły mnie te słowa do żywego, podobnie jak wiele moich koleżanek i wielu kolegów.

Postanowiłam twardo odeprzeć atak. Zbroiłam się pełne dwa dni. Dwa dni notowałam skwapliwie argumenty. Zajrzałam na profil Szkoły Minimalnej. I stwierdzam, że nie jestem fanką tak prowadzonej dyskusji.

Uderzyło mnie,  że niestety minimalne jest tam wszystko – próba porozumienia się, chęć dyskusji, otwartość na cudze poglądy, kultura rozmowy i próba wymiany inspirujących doświadczeń. Wszystko to, co tak ważne jest w mojej drodze bycia nauczycielką. Wszystko to, co ważne w relacjach z innymi i o co dba wielu znanych mi nauczycieli. 

To wystarczyło, by uświadomić sobie, że nie będę się z panem Stiburskim licytowała na przepracowane godziny, na jakość prowadzonych lekcji, na minuty poświęcone każdemu dziecku i każdemu rodzicowi.  Nie będę udowadniała, że są nauczyciele z pasją, którzy wykonują swój zawód rzetelnie. Co więcej, że są nas całe rzesze. Dlaczego nie? Ponieważ moja praca nie do Niego jest adresowana. To nie On ma wiedzieć i widzieć. Co więcej, nie zależy mi wcale, żeby tak było.

CZYTAJ WIĘCEJ:  „O co chodzi z Marcinem Stiburskim?” 

Jedynymi recenzentami mojej pracy powinni być moi uczniowie i ich rodzice. Ich zdanie jest ważne, to z nimi chcę prowadzić dialog. Osobami, które mogą ocenić jakość mojej pracy, są również koleżanki i koledzy, którzy codziennie wspierają mnie w wielu różnych działaniach i starają się tworzyć szkołę przyjazną dla uczniów. To z nimi łączą mnie te same cele i podobne pomysły, a także dziesiątki godzin spędzonych na wspólnej pracy. To godziny, które przekładają się na wymierne działania i konkretne efekty – wspólną zabawę, akcje, tworzenie, uczenie się i współpracę.

Człowiek znany mi jedynie z Facebooka nie ma możliwości uczciwie wypowiadać się o mnie i mojej pracy. Nigdy nie był w mojej skórze, nigdy nie był na mojej lekcji, nigdy nie spotkał moich uczniów, nigdy nie rozmawiał z Ich rodzicami – to skąd przeświadczenie, że zna mnie dobrze i wie lepiej? 

Na dwa dni zabrakło mi pozytywnych emocji, które stanowią o jakości życia i jakości podejmowanych działań. Pozytywnych emocji, które pozwoliłyby mi na przemyślenie możliwości pomocy kolejnym kilku osobom, na wymyślenie nowych – bardziej twórczych lekcji, na zaplanowanie ciekawych akcji, na zastanowienie się – jak ułatwić uczniom percepcję ważnych tekstów pisanych często niełatwą polszczyzną. 

Frustracja to okropne uczucie. Ja jednak nie chcę się w niej utopić. W ciągu dwóch dni pan Stiburski nauczył mnie jednej rzeczy – jak używać klawisza scroll down przy pisanych przez niego postach. Zadziałał tutaj mechanizm, który On sam  wskazuje jako negatywne rozwiązanie edukacji – od ludzi, którzy nas oceniają i krytykują nie uczymy się czegokolwiek. Reagujemy na tych ludzi stresem i chęcią ucieczki…

Zamiast generalizować i tworzyć krzywdzące – słabe do obronienia – oceny, lepiej pokonywać bariery i tworzyć “pomosty komunikacyjne”, słuchać i dawać wartościowe informacje zwrotne.

Kiedy więcej osób sobie to uświadomi i nauczy się tego rozwiązania, może się okazać, że zamiast stworzyć tak oczekiwaną koalicję, Pan Stiburski zostanie sam. Liczę na refleksję, opamiętanie i bardziej wyważone oraz precyzyjne wypowiedzi. Uważam, że nauczyciele na to zasługują.                              

Staram się być zmianą, którą chcę widzieć w świecie.
Reżyseruję swój film i gram w nim swoją rolę. Nie będę statystką w cudzym.

Taką dewizę przyjęliśmy w naszym gronie i nie zgadzamy się z tezami stawianymi przez Pana Stiburskiego.

Beata Durczewska
Ja’Nauczyciel’ka

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *